Nagrobek Urszulki — Rozdział VII
Żałość moja długo w noc oczu mi nie dałaZamknąć i zemdlonego uspokoić ciała;Ledwe mię na godzinę przed świtanim swymiSen leniwy obłapił skrzydły czarnawymi.
Gdy słońce Raka zagrzewa,A słowik więcej nie śpiewa,Sobótkę, jako czas niesie,Zapalono w Czarnym Lesie...
Cura pii vates divum sumus: aurea mihi visa estAdstare in somnis hac mihi nocte Venus.
Talis erat, talemque mihi visa edere vocem est,Incumbens lecto nocte silente meo...
Me quoque destituit somnus, noxque illa doloremNonnihil et curas visa levasse meas.
Nox erat, et passim per terras fusa iacebantCorpora, fessa pigro corda fovente deo.At mea pervigiles mordebant pectora curae,Somno sollicitum defugiente torum.
Tandem surgentis cum fulsit lucida PhoebiLampas, complexa est me quoque sera quies.Hic mihi se in somnis humana maior imagoExibuit specie, credo fuisse deum.Hic me ita compellat...
...dal serenoCiel empireo e di quelle sante partiMi mossi, e vengo sol per consolarti...
...or dondeSai tu il mio stato? Ed ella: »le trist’ ondeDei pianto, di che mai tu non se’ sazio,Passano al cielo e turban la mia pace«.
Pociesz mię, jako możesz, a staw się przedemną,Lubo snem lubo cieniem lub marą nikczemną.
Przyniosłam ci na ręku wdzięczną dziewkę twoję,Abyś ją mógł oględać jeszcze, a tę swojęSerdeczną żałość ujął...
Na ten czas mi się matka właśnie ukazała... —
Śpisz Janie? Czy cię żałość twoja zwykła piecze?
Czyli nas już umarłe macie za straconeI którym już na wieki słońce jest zgaszone?A my owszem żywiemy żywot tym ważniejszy,Czym nad to grube ciało duch jest ślachetniejszy.Ziemia w ziemię się wraca a duch z nieba danyMiałby zginąć, ani na miejsca swe wezwany?O to się ty nie frasuj, a wierz niewątpliwie,Że twoja namilejsza Orszuleczka żywie.
Na koniec, w co się on koszt i ona utrata,W co się praca i twoje obróciły lata,Któreś ty niemal wszytkie strawił nad księgami,Mało się bawiąc świata tego zabawami?Terazby owoc zbierać swojego szczepieniaI ratować w zachwianiu mdłego przyrodzenia.
Żałości co mi czynisz? Owa już obojeMam stracić: i pociechę i baczenie swoje?
Swoje szkody tak szacuj i omyłki swoje,Abyś nie przepamiętał, że baczenie twojeI stateczność jest droższa; w tę bądź przedsię panem,Jako się kolwiek czujesz w pociechy obranem.Człowiek urodziwszy się, zasiadł w prawie takim,Że ma być jako celem przygodom wszelakim.Z tego trudno się zdzierać. Pocznimy, co chcemy,Jeśli po dobrej woli nie pójdziem, musiemy.A co wszytkich jednako ciśnie, nie wiem czemuTobie ma być, synu mój, naciężej jednemu...?
Jeśliżeć też stąd roście żałość, że jej lataPierwej są przyłomione, niżli tego świataRozkoszy zażyć mogła: o biedne i płoneRozkoszy wasze, które tak są usadzone,Że w nich więcej frasunków i żałości więcej!.......................Ucieszyłeś się kiedy z dziewki swej tak wiele,Żeby pociecha twoja i ono weseleMogło porównać z twoim dzisiejszym kłopotem?Nie rzeczesz tego, widzę. Tak-że trzymaj o tem,Jakoś doznał, ani się frasuj, że tak ranaTwojej ze wszech najmilszej dziewce śmierć zesłana.
...Czas doktor każdemu,Ale kto pospolitym torem gardzi, temuTak poznego lekarstwa czekać nie przystoi;Rozumem ma uprzedzić co insze czas goi.A czas co ma za fortel? dawniejsze świeżemiPrzypadkami wybija...
Cieszyłeś przed tym insze w takiejże przygodzieI będziesz w cudzej czulszy niżli w swojej szkodzie?Teraz, mistrzu, sam się lecz!...
Jaka więc po paciorek do mnie przychodziła,Skoro z swego posłania rano się ruszyła:Giezłeczko białe na niej, włoski pokręcone,Twarz rumiana, a oczy ku śmiechu skłonione.
Przyniosłam ci na ręku wdzięczną dziewkę twoję,Abyś ją mógł oględać jeszcze.......A tu więc takim ci się kształtem ukazała,Jakoby się śmiertelnym oczom poznać dała;Ale miedzy anioły i duchy wiecznemi,Jako wdzięczna jutrzenka świeci, a za swemiRodzicami się modli, jako to umiałaZ wami będąc, choć jeszcze słów nie domawiała.
Nie od rozkoszyć poszła, poszłać od trudności,Od pracej, od frasunków, od złez, od żałości,........... Czegóż nie zażyła?Że sobie swym posagiem pana nie kupiła;Że przegróżek i cudzych fuków nie słuchała;Że boleści w rodzeniu dziatek nie uznała?...
W niebie szczyre rozkoszy a do tego wieczne,Od wszelakiej przekazy wolne i bezpieczne.Tu troski nie panują, tu pracej nie znają,Tu nieszczęście, tu miejsca przygody nie mają;Tu choroby nie najdzie, tu niemasz starości,Tu śmierć łzami karmiona nie ma już wolności.Żyjem wiek nieprzeżyty, wiecznej używamyDobrej myśli, przyczyny wszytkich rzeczy znamy.Słońce nam zawżdy świeci, dzień nigdy nie schodziAni za sobą nocy niewidomej wodzi.
Twórcę wszech rzeczy widziem w Jego majestacie,Czego wy, w ciele będąc, prózno upatrzacie.
Skryte są Pańskie sądy; co się Jemu zdało,Nalepiej, żeby się też i nam podobało.
A my owszem żywiemy żywot tym ważniejszy,Czym nad to grube ciało duch jest ślachetniejszy.Ziemia w ziemię się wraca, a duch z nieba danyMiałby zginąć, ani na miejsca swe wezwany?
Comentarios
Cargando comentarios…