Hymn (Romanowski, 1913)

Memu się Bogu pokłonem ścielę,Kraj mu całuję gwiaździstej szaty;Mirrę mu wonną spalę w kościele,Bom z jego ręki możny — bogaty;A był on dla mnie darami hojny:Mój duch, jak anioł, piórami strojny.

Wiem, gdzie zacząłem, a nie znam końca,Dalej i wyżej! lot mój gromowy.Zdobyczą — gwiazdy, sfery i słońca...A celem — on sam, Bóg przedwiekowy;Toż z aniołami radbym w zawodyHymny mu śpiewał na wieczne gody.

Memu się Bogu pokłonem ścielę,Bo on mię w wielkim zbudził narodzie!Bo lud mój cierpiał i ważył wiele,A o słonecznym marzył pochodzieW miłość — i pójdzie tam, bo mu danoMiłości wrócić ziemię zbłąkaną.

A jam pochwycił jeden z sztandarów —Ludu pieśń — i z nim stoję na dobach;Jak miecz on zawisł ........I wiem, że zatknę go na ich grobach;Toż wśród nieszczęścia jestem spokojny,Bom najstraszniejszym orężem zbrojny.

Memu się Bogu pokłonem ścielęZa młodość moją w ciernie obfitą:Za to, żem cierpiał i ważył wiele,Żem drogą nieraz szedł nieubitą;Żem na niejednym kolcu się skrwawiłI ślad niejeden krwi pozostawił.

I za samotność życia grobowąPokłonem Tobie ścielę się, Boże.Gdy znój i smutek będą nad głową,Wiesz, że na sercu głowy nie złożę,Że i łza jedna nie spadnie dla mnie,Chyba stróż anioł mój westchnie za mnie.

Comentarios

Cargando comentarios…