Pożegnanie (Romanowski, 1913)
— Szczęście moje! ptaszku ty mój złoty,Gdzie ty lecisz?— W świat daleki.— Ty nadziejo, nie ujmiesz tęsknoty?— Nie, na wieki.— Mój spokoju! duszy mej błękicie,Co cię zrywa?— Burza grzmiąca.— Cóż na całe zostanie mi życie?— Pierś boląca!
Tak mię krótko żegnało tych troje,A tak spieszno iść im było w drogę!...Jak pod czarem snu groźnego stoję,Jeszcze myśli mych zebrać nie mogę...Tak mię krótko żegnało tych troje!
Więc sam jestem? — Nie! już pełza ku mnieStraszna, czarna, jadowita żmija...Z pod stóp moich kark podniosła dumnie,
I u ramion mych skrzydła obwija,Potem szepce, tuląc się do łona:— Jam twa rozpacz — jam wąż Laokona.
Gwiazdy nocne! wyście się patrzyłyNa łzy strasznym zaprawione jadem;Tyś ich z oczu nie suszył, dniu biały,Ni twój wietrzyk, co skowronków ślademWoń i perły ranne w niebo nosił,Gdy je, szepcąc, u kwiatów wyprosił.
Ja sam w dłonie pochwyciłem węża,I o koniec stanowczo pytałem;A gdym ujrzał, jak szyję wypręża,Milcząc, w żądło taki raz mu dałem,Że mi w dłoni skonał gad okrutny...Bez rozpaczy jestem, ale smutny.
O! ty serce bijące, spragnione,Kto cię w piersi człowieczej zawiesił?O! ty serce niezaspokojone,Kto palące żądze w tobie wskrzesił?!Bóg? — On tylko spyta się o duszę,A ja ciebie w piersi nosić muszę.
1858.
Comentarios
Cargando comentarios…