Wnuczę mężów (Romanowski, 1904)
Była sala gotycka, sklepiona,W niej portrety rycerzów i herby;Ponad orłem krzyż rozwiódł ramiona —Zbroje, miecze, a na mieczach szczerby,
I to wszystko z onych czasów chwały,Czem gorzała młodość i siwizna:Oczy mężów w orła, w krzyż patrzały,Na ich czołach krzyż albo ojczyzna.
Tam przy wielkim marmurowym stole,Tam nad księgą siedziało pacholę.
Piękne było pacholę: włos jasnyKędziorami wił się wkoło głowy,Duże oczy i uśmiech ust krasny,Lica białe, na nich cień różowy,Czoło wzniosłe, motylów dziś pole,Słodycz matki... Blizka przyszłość możeZiarno myśli posieje w tę rolę,Lub ją piękniej bliznami poorze.
Księga miała na karcie herb złoty,W niej praojców spisane żywoty.
Czyta chłopię, twarz mieni się zwolna,Zwolna oko nabiera promieni;Pierwsza praca poczęta mozolna:Młoda dusza wyrywa się z cieniW światło... Wzrokiem potoczył po mężach,W krzyż i w orła utkwił duże oczy,Potem wzrok swój wstrzymał na orężachI już łza mu po licu się toczy...
Dwoje skrzydeł poczuło pacholę,Dwoje skrzydeł — i bezbrzeżne pole!
Weszła matka, znój starła mu z czoła:„Pójdź surducik przymierzyć“ — zawoła —„A u cioci na jutrzejszym balu„Będziesz, jakby wycięty z żurnalu!“
1858.
Comentarios
Cargando comentarios…