Sonet 56
Traducido del italiano por Lucjan Siemieński
Na schyłku dni mych, przez burzliwe morzeZawijam w kruchej łodzi do ostoi
Wspólnej, gdzie każdy z pielgrzymki tu swojéj,Sprośnej lub dobrej, zda liczbę w pokorze.Rwany uroczej fantazyi rozpędem,Bożyszczu sztuki paliłem ofiary;Tuczyłem ducha błędami bez miary:Bo czyż miłości ziemskie nie są błędem?Sny wyobraźni! łudzić wam niedługo!Oto podwójna śmierć ku mnie się zbliża:Jednej jam pewny, truchleję przed drugą...Pędzel ni dłuto duszy nie ukoi;Jedyne wsparcie, Boże, w łasce Twojej,W ramionach wyciągniętych do mnie krzyża. (L. Siemieński).
Comentarios
Cargando comentarios…