Część druga — XIV
Traducido por Michał Koroway-Metelicki
Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa
I nigdy jeszcze tak czarowny,I taki barwny, tak bogatyNie był jej przystrój: śliczne kwiaty,Jak żąda obrzęd nieodzowny,
Pysznie odświętne zdobią szatyI leją miłe aromaty,Lecz zaciśnięte martwą dłonią,Już się od śmierci nie obronią.I żadnych śladów twarz jej białaO smutnym końcu nie zdradzała,Że zgasła w walce i boleści.I była pełną tej piękności,Co na posągach tylko gości —Kutych z marmuru, tej, co treściMyślowej, uczuć pozbawiona —Jest w morzach śmierci pogrążona.Uśmiech, co w chwili jej konaniaNa ustach mignął, tak i został,W nim była mowa narzekania;Nie każdy ją odczytać sprostał,Był w nim lodowy wyraz wzgardyDuszy, co zwiędnąć jest gotowa,Ostatniej myśli smutek twardy,Bezdźwięczne pożegnania słowa;Daremny odblask chwil minionych,Uśmiech ten — wiele był zimniejszyOd oczu śmiercią powleczonych,Beznadziejnością swą martwiejszy,Tak — w czas zachodu uroczysty,
Kiedy już zapadł wóz ognisty,W otchłaniach złota roztopiony,To śnieg Kaukazu w oka mgnieniu —W odcień purpury ozdobiony —Błyszczy we mroków oddaleniu;Lecz blask promienia tego marny:W pustyni światła nie roznieci,Niczyjej drogi nie oświeciI sam zapadnie w pomrok czarny...
Comentarios
Cargando comentarios…