Część druga — XVI

Traducido por Michał Koroway-Metelicki

Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa

Tam — gdzie eterów płyną fale,Jeden z aniołów skrzydłozłoty

Wysoko wznosił swe polotyI — duszy grzesznej kojąc żale —W niebieskich sfer ją niósł namioty;I słodką mową pocieszeniaJej wątpliwości rozwiązywał,I ślady winy i cierpieniaStrumieniem własnych łez omywał.Zdaleka dźwięki śpiewne rajuJuż ku nim biegły, kiedy nagleSzatan z bezdennych piekieł krajuWzbił w górę ku nim skrzydeł żagle...I groźny był, jak wicher szumny,A świetny, jako błyskawica,I w zuchwałości pychy dumnejPrzemówił: „moja niewolnica!“

Ku piersi ciśnie się aniołaZ modlitwą świętą, strachem drżącaTamary dusza — nie wiedząca,Czy Bóg, czy szatan ją powoła.Lecz szatan przed nią!... Któż go možeW tej chwili poznać? wielki Boże!Jak nienawistnem patrzał okiem!Jakiej straszliwej złości wzrokiem,Złości, co nie zna nigdy końca,

I tchnęła śmierci zimnym mrokiemTwarz nieruchoma i grożąca!

„Szczeźnij, ponury duchu złości!“Zabrzmiały słowa aniołowe,„Tryumfy twoje są jałowe,Wyroki dzisiaj przyszły nowe,Wyroki Boskiej łaskawości!Minęło próby doświadczenie:Ziemskie zrzuciła już odzienie,Spadły z niej grzechów ludzkich pęta,I będzie do nas w niebo wzięta.Dusza jej była z dusz tych jedna,Dla których życie — chwilką marną,Chwilką nieznośną i męczarną,Które dopiero Bóg pojedna.Z eterów lepszych materyałuStwórca dał fibry im subtelne,Nie dla ziemskiego ideału,Lecz czyste i nieskazitelne!Za cenę straszną odkupiłaZwątpień i mąk swych ciężkie drogi:Ona kochała i walczyła! —I raj otworzył przed nią progi!“

I anioł oczu srogich grotyNa kusiciela z mocą rzucił,Z radością, podniósł skrzydeł lotyI wesół w niebo z nią powrócił.I przeklął szatan pokonanySwych bezrozumnych pragnień mary,I znów, w swej dumie niezłamany,Został w wszechświecie nieuznany —Sam, bez miłosci i bez wiary!...

U schyłku kamienistej góry,Po nad doliną kajszaurską —Do dziś zamkowe stoją muryI okolicę zdobią górską.Kraj dotąd pełen strasznych gadek;Gdy o nich prawią dzieciom starzy,To dziatki bledną na swej twarzy...Jak widmo — dziejów dziwnych świadek —Pomnik w pośrodku drzew czernieje.Na dole nizko auł leży.I ziemia kwitnie, zielenieje,I głosów chór niezgodny bieży,

Gubiąc się... Idą karawanyI dzwonią, wlokąc się z daleka,I jako rumak rozhukany —Przez mgły spadając — leci rzeka.I krasą cudną, wiecznie młodą,Świeżością, słońcem i pogodąPrzyroda cieszy się — jak dziecię,Którego brzemię trosk nie gniecie.

Lecz zamek stoi dziś w żałobie,Spełniwszy służby swej koleje,Jak starzec biedny, kiedy w grobiePochował z dziećmi swe nadzieje,I oczekują tam miesiącaUkryci nowi w nim mieszkańce:Wtedy tam radość kipi wrząca,Brzęczą i biegną na wsze krańce.Tam pająk, dziś pustelnik nowy,Wyprzędza sieci swych osnowy;Jaszczurka igra tam rodzinna,Wesoło bawiąc się na dachu;Ostrożnie sunie się gadzinaZ szczeliny zamkowego gmachuI dalej pełznie na krużganek,W potrójny zwija się wnet wianek,

Potem wyciągnie się jak długaBłyszcząc, jak w dłoni bohateraBułat, gdy ranny już umiera,Zbyteczny, ale wierny sługa...— Tam dzisiaj dziko! Żadne śladyNie pozostały! czas zagładyDokonał. Przeszłość przeleciała,Jakoby nigdy i nie była,I Hudałowa przeszła chwała,I córa jego przeszła miła...I kości ich oddane ziemi;Ale w chmur łonie jeszcze ninieWidnieje cerkiew na wyżynie,Broniona skrzydły anielskiemi.I z nią zawarły swe przymierzeCzarne przy wrotach jej granity;Każdy z nich warstwą lodu kryty,Który im służy za pancerze,I każdy wiernie miejsca strzeże.I lawin sennych tam gromady,Spadając z gór, jak wodospady —Raptownie mrozem pochwycone,Wiszą dokoła nachmurzone.I zamieć wieczna, jak stróż chodziI pył z sędziwych ścian zdmuchuje

I albo trele swe wywodzi,Albo szyldwachów nawołuje.W dalekie kraje, w obce stronyO tej świątyni odgłos płynie,Lecz ku niej śpieszą li jedynieObłoków wschodnich legiony,I nad rodziną płyt mogilnychNikt nie wylewa łez bezsilnych.Skała Kazbeku posępnegoSwe czaty pełni przy nich stale...Spokoju grobom należnegoTu nie naruszą ludzkie żale.

Comentarios

Cargando comentarios…