Część pierwsza — X
Traducido por Michał Koroway-Metelicki
Szatan (powieść wschodnia) Lermontowa
Na zachód łuk słoneczny gnie się,Zmęczony rumak jeźdźca niesie;Pan młody z sercem niecierpliwem,Z wejrzeniem czystem i szczęśliwem,Widzi przed sobą brzeg zielonyAragwy. Za nim objuczonyCiągnie wielbłądów obóz mnogi,Już pomęczyły się okrutnie,I ledwo, ledwo wloką nogi,Dzwoneczki na nich dźwięczą smutnie...On sam, dzierżyciel Synodału,Rzemieniem w biodrach przepasany,Jedzie na czele karawany;Rękojeść szabli i kindżału,I strzelba, co śmierć celnie ciska,Broń cała — w słońcu świetnie błyska;I wiatr się bawi rękawamiCzuchy, co spływa w fałdów fale,Galony zdobią ją wspaniale...A siodło barwnie jedwabiami
Szyte, a uzda z kutasami;Pod nim koń złoty, cały w mydle,Lecący szybko, jak na skrzydle;Swobodne dziecię Karabachu,Uszami strzyże i w przestrachuChrapie i patrzy w głąb z urwiska,Gdzie rzeka fale swe przeciska.Tu droga wązka, niebezpieczna:Na lewo skały, w prawo błyskaGardzielą straszną topiel rzeczna.Już późno! Tam, gdzie zima wieczna,Gaśnie rumieniec; wstały mroki...Podwoił orszak swoje kroki.
Comentarios
Cargando comentarios…