Mara ojczyzny

Jakże ja czuję te chwilę! —Ach! ja w tej chwili pół-życia przeżyję!Jak łaskotanie lekkiego całuska,Jak uścisk z lekka rzucony na szyję.Tak lekko, tak lubo, tak mile,Wieczorny powiew przy ustach się wije,Włos rozwiewa, czoło muska — —

Tu światła wiejskiej biesiadki,A tam za liściem pełna twarz księżyca,Jak igrająca ogniami krynica,Blask swój przelewa — i z po za drzew siatki,To perły, to blaszki, to kwiatkiPo ciemnej darni kobiercu rozprasza.Tu zapala, tu przygasza.

A tu w czarodziejski wieniecWiąże się uczta przed myślą spojoną:Pięknych ócz ogień, świeżych ust rumieniec,Dobrych serc urok, wdzięk wiejskiej swobody,I nęcą, i kwitną, i płoną —Jakże uroczy ten wieczór pogody!Jak lube to drobne grono!

Światłem, dźwiękiem i kadzidłemSpłynęły zmysły: już, już z ich powodziRzadki gość serca, anioł szczęścia wschodzi,I w tejże chwili lodem skrzepły w łonieI jasność i dźwięki i wonie!Anioł poczerniał, skrył się zgasłem skrzydłemI padł na twarz przed straszydłem.

Ach! to ona! znów ona, blada,Z martwą źrenicą, we krwi świeżej blizny:Szczęście do piersi, ona za niem wpada,Staje posępna, wznosi groźne pięście —A uśmiech, a radość, a szczęścieGasną, czernieją jak zmarłe z trucizny — !To duch zabitej ojczyzny!

Comentarios

Cargando comentarios…