Balony

Raz jeszcze krzykiem zachwytu rozedrzeć usta:Dojrzeć nad głową wysoko, jak balon czerwony się huśta!

W tamtych czasach, gdy jeszcze nie było jesieni,O jakżeż miło być chłopcem,Młoda radości źrenicW powietrzu wiosny odległem i obcem.

Nad blade klony bezwonnych alejPonad gałęzi ostrych splotW klarowne nieba coraz dalejPonadobłoczny lot.

Wy, zielone konwalje cienistych zarośli,Chrupka złota zieleni oddalonej sosny,Jakżeż szybko się mieniW jesieni radość wczesna gorycz wiosny,O, jak bardzo oddawna jesteśmy dorośli!

Na ulic skrzyżowaniu drzewa fantastyczne,Owoce tęczowane w odblaski rozliczne,O, lśniące, jadowite i krągłe jagody,Na szypułkach bezwstydnych i sztywnych opuchłe balony,Wymachujące tysiącem uwięzionych rąk,Których kolor jest z wody: modry i zielony,W obłoki rwące okuty drąg!

Zanim, jak czaszki starców, pomarszczy się błona,O, wskok z uwięzi!Wygnane wiatru echem i gnane nad błonia,Ponad gołe sztachety sterczących gałęzi.

O, niechby nasze głowy,Męczeńskie i wzdęte,Poszybowały, jako balon kolorowy,W horyzonty, nazawsze okrutne i święte.

Niech zamiast drzew wiosennych jesiennych wzejdzie majaków krzew,Rozpostrze się nad miasta i ulice spali,A ujrzycie nad głową kroplę: kraśną krew,Niknącą w chłodnej i pogodnej dali.

Comentarios

Cargando comentarios…