Bruki
Któregoś dnia skończone. Oskardów brzęczenie,Przebrzmiewające tępo, jak twe zamyślenie.Odeszli czarni, nadzy, lub w niebieskich bluzach.Z ramion naoliwionych podrywa się Muza,Chlaszcze na wskos po twarzy swem pierzastem skrzydłem.Poczem z okna się miota, niewidzialnem śmigłemPoruszana, z warkotem, zataczając kółka,Jak mechaniczna w pustce błękitu jaskółka.Zostajesz sam, wydrwiony. W górze pióro chlasta,Nad przedmieściem pochyla się gipsowa maska,Z kurzu zlepiona, bruków bogini wspaniała,Mieszkanka rzuconego na kamienie ciała.
Jerzemu Zagórskiemu
Comentarios
Cargando comentarios…