Chleb oraz gwiazdy
Niedotykalny trwasz; tak trzeba. StokiemSpływają ludzie na skrzydłach drewnianych;Na obolałych barkach wiatr ich niesie,Jak tytanidów, co sprostali chmurom.Przemija dzień w tem uroczysku siwemI mchem przestrzeni rozrasta się w dymach:Strumień zagłady ponad lodozwałem!Kula ciosana ze szkła, wiatru jękiemPo brzegi wypełniona, niby wargi,Pod które krew podpływa, otwór krągły,Krztuszący się cierpieniem, ciepłym śpiewem:Nad horyzonty gór ten jęk złocisty!Pojmij, jak trudno jest z wełnistych puchówWyciągać ręce zgrabiałe ku wargom,Przytykać palec do ócz zamrożonych,Zwolna szczelinę rozwierać powieki,Jak dziurę fletu, — i rzęzić westchnieniem.To jak czeluście snu; mroczno-zieloneKonary świerków, bielą obciążone,Gałęzie sztywne, wilgotne, jak chargot,W spirale przełamują się, igliwieWyrasta w śruby niebios. Windo Ziemi,
Tłocząca nas ku gwiazdom, nieruchomych!Zmierzch skrzydłem kraje zbocza, jak melodjaSzarpana wiatrem, wielkim czarnym żaglemNa płótnie nocy wskos unosi w lejeWalczących z obłokami, postarzałychO szron policzków. O, lawino zmroku,Ze szczytów siwych waląca się w przestwór,Jaki ci podać wtór? Jak złożyć wargi,Aby czystością wibrującą głosuTo zrównoważyć? Zpoza szyb domkniętychNa smudze cienia trójkątny klin blaskuWzywa, jak echo; nad obrusem stołuJest spokój, żniwo śmierci, ostateczność.Dyszące serce, jak szczęście agonji,Paruje tamtym z ust, tu kłuje cisza.Chleb oraz gwiazdy. Komu też wybierać?Niedotykalny trwasz. Giną śmiertelni.
Józefowi Czechowiczowi
Comentarios
Cargando comentarios…