Cyrk pcheł
W ostry otwór z okrzykiem wpadające wagony!W podziemia czarodziejskie, w samo serce ruin!Kołysane, jak się kołysze na wielbłądzie beduin,Jak on, chcące ulecieć, otworzywszy białe skrzydła, w zachód czerwony.
Wróżbitki, próżno skrzeczące, wielkookie papugi,W takt katarynek tańczące smagłe straszne ludy,Chłodny labirynt luster, szyderczy i długi,O, zapocone tancbudy.
Jak kółka uwięzione w zamkniętym zegarku,Księżyce sztuczne z szumem zataczają koło,Podniebny młyn djabelski wiruje wokołoI znów na plac opada w dziwnym Luna-Parku.
Z pomiędzy malowanych koników krążących karuzel,Z pod namiotów, rozdartych fałszywym kirysem,Wystrzela wrzask, jak sto tysięcy krzyków:Gdzie jest Reżyser?
Jakby echo, odbite przez dzieciństwa sny,Jak dawną czarną zmorą straszący kominiarz,Na szczycie stromej wieży, nad tłum pstry i zły,Wznosi się straszny Pan Bóg, Wielki Kataryniarz.
Imię „Allaha“ szepcące ludy,Szepcą daremnie.Nie ogarną go koła podniebne, ani księżyce ciemne.CuduSięgnąPchły!!
Na uboczu, w cieniu, gdzie ich nikt nie zoczy,Ciągnące złote wózki, pijące smak krwi,Mieszkanki brudnej pościeli, ludzi i psów,SkocząZ cuchnących snówW niebieskie dni.
Tęsknoto Luna-Parku, o nostalgjo czarów,Automatów sekrecie zły, które nas nużą:Oto maleńkie, czarne i Olbrzymie PchłySkaczą w niebo, nakryte wiekuistą burzą.
Comentarios
Cargando comentarios…