Martwa natura (Napierski, 1936)
MARTWA NATURAINaturo, martwa zawsze! Ścierpłą wargąWymuszę purpurowy kwiat, jak mięsieńOdarty z skóry. Bezwstydną łodygąWystrzela w przestrzeń czystą, by ją zgładzić.Rozwija listek drobny, co, jak ucho,Drążone pustką, nasłuchuje blasku.Rozkłada płaskość prostopadłą wukosI, oślinione słońcem, trwa, wykrętne.A za tem płachta zczerniała z boleści,Szmata, sycona farbą niebiańskości,Jak Weroniki chusta. TriumfalnieTkwi nieruchomy pęd w ramach ze zmroku.Złóż ociemniałą dłoń, palcami szorstkośćNamacaj deski, heblowanej belcePrzywróć dotykiem widziadlaną sosnę;I muśnij plamy kształt, widniejszy w czerni:To jabłko krągłe, stwór, zlepiony ze snu.
IIGdyby to wino w zielonkawem szkleNie było cieczą farb krwawych i słońca,W refleksach więzionego, i naukosBulgotem grozy karminowej z rąbkiemCielistym cienia; wbok zastygła fajkaSmugą żałobną, pęczniejącą zimnoMosiężną drwiną; talerz wybielony— Ta wklęsła niecka niebieskości — modroKrochmalem tynkowany, jak źrenica;Gdyby nie pojąć palcem, jak się dręczyLichtarz fałdami wygiętemi staliCzarnej i żółtej pod zwapniałym knotem;Nie obrysować koperty zsiwiałejOchrą najczulszą, jak niedotykalnieWarg sina wąskość zakreśla wyrazy;I obok plamy z fiołkowego szronuPostrzępionego nie położyć młotka,By cierpliwością przemógł rudość liścia: —To jak podźwignąć stołu deskę senną,Co, heblowanem drewnem uwięziona,Sekundę lotu utrwaliła w nicość,I trwać w naturze obrazu, nie umrzeć?
O, Celestynie, wysłanniku chmurny,Znam dłoń, co kształty wywabia z przestrzeniSrebrnej i pustki przeraźliwej; inneRamię zgaszony rozblask kładzie za tło.
Comentarios
Cargando comentarios…