Pastorale (Napierski, 1937)
Pozwól, spod chłodnego mroku wyjdźmy, z pałacu,Nie słuchając blaszanej, co się za nami obraca,Chorągiewki, nawołującej z niepokojem.Znów przystajemy u brzegu słonecznego tarasu,Gdzie zdaleka starodrzew ciemny szumi,A gałązką wilgotną winograd w okno puka.Tu: żywopłoty plecione, znad dachów i krzewów dymy.Jak nad wodą stojącą, w płytkie głębie patrzymy,I na żółto. obrosłą wdole sadzawkę.Przez leszczynowe gęstwiny idziemy w dawne szpalery,W łagodniejącem słońcu bieleją drobne orzechy.A liście mocno pachnące obwąchuje wyżeł.Oto rdzawe niechętnie muskamy jeszcze rdesty,Jakgdyby szarym wieczorem szczęście nie było łatwe,I coraz szybciej schodzę ku bielejącym czółnom i coraz niżej.By je odwiązać w przystani. — Jakbym tym razem powracał.
Comentarios
Cargando comentarios…