Piszę z Lipska
Przyjacielu daleki w dalekiej Warszawie!Jakiem słowem powiedzieć, żem szczęśliwy prawieBez ciebie? Ulic szarość, drzew smutna zielonośćRumieńcem oblewają słowa, które płoną,I, jak ptaki niechętne, nad miasto im obceWzlatują, by powrócić. O, tak, tyś jest chłopcem:Wszystkie miasta i drzewa i ptaki sekretyTobie jeszcze zwierzają najczulsze. PoetyStrzeż się! Serce jego spalone na płomień.Kiedy miłość do świata wyzna, wraz podpowieZdradę. W tem mieście pokonał olbrzymaChór. Tu-m szczęśliwy. Bowiem ciebie niema.Więc nie myśl, że me słowa służą tylko tobie,A kroki te bez celu. Kiedy dłonie obiePonad pomniki chwały i śmiertelne krajeNie tobie, ale widmu wieczności podaję,Tą wargą, z której oddech odlata, ślubuję,Że czuję za tysiące. — Bez ciebie nie czuję!
Listy, pełne wybiegów, jakby dla zabawy,Piszę znów, proch przed tobą i cokół twej sławy.Poezja — czyż pamiętasz? — podała nam ramięPod cieniem tamtej wiosny. To nas obu łamie.Tedy dziś jeszcze mową wyznaję zawiłą,Żem z obu śmierci bardziej gorzką obrał: — miłość.
Comentarios
Cargando comentarios…