Walka (Napierski, 1936)
Tam drwal skrzydlaty siłuje Jakóba,Pod bielą ugiętego, jak namiotem.Kudłata czaszka sterczy zpod ramieniaCzarno, a stopy bose wbite w piasek.(Tak się łobuzy pasują pod mostem).Wlepiony nadół wzrok, jakby nie byłoMurawy: trzeba ją wymóc źrenicą.Niech nie popuszcza tamten: pochylonyChmurą sękatą i cielskiem z majaków;Podrywa łeb od rzeki, której niema(A będzie), drgają brzegi wykręcone.Na wspartych nogach, rozwiany jest kadłub,Nad drzewa wychylony (te są snami),Dłonią tak ciężką, jak muzyka, chwytaZa kark, a drugą, w garść zebrawszy, tłoczy,Słuchając z zadziwieniem trzasku kościKruszonych, jak się w żarnach miele ziarna.I pluszcze woda piosenką prostackąO nieistnieniu, o pokusie błogiej.Zieleń zwierciadła! Stąpa nieruchomaMuza, jak pasterz, wielkiemi stopami.Patrzy: zaledwie rozkwitły badyle
I śpi rozwartą powieką nad kwiatem.Ruchem niedosłyszalnym ramię wspieraI przytrzymuje luźne peplum, ślepa.W jej wyłupanych oczodołach wreszcieNa ziemi płasko legł, niepokonany.
Comentarios
Cargando comentarios…