EnglishfrançaisLatinaрусскийsvenska
To imie, dostojeństwem królewskiem najwyższe, a w sercach poddanych łaskami najszacowniejsze, które pierwiastki tłómaczenia Tacyta ozdobiło, niech już będzie i dokonania jego okrasą i zaszczytem. Składam przed majestatem w. k. mci p. m. miłościwego ostatki autora tego, zawierające w sobie krótkie dwa pisma o dawnych Germanach i o życiu Agrykoli, nim czwarty tom historyi polskiej będę miał honor wkrótce złożyć. Kochając wasza k. mość tak żarliwie swój naród, że już i przekonaniem najzawiśniejszych ludzi dla niego tylko żyjesz, ufam, że przyjmiesz łaskawie oba te dzieła. Pierwsze acz obce, okazuje nam jednak wiele śladów starożytności polskiej; drugie uwiecznia męstwo i cnotę wielkiego u Rzymian męża, jakich w. k. mość pod panowaniem swojem mieć pragniesz, abyś przez nich wskrzeszał ile być może sławę przodków naszych, o której chyba tylko w księgach słychać. Gdzie my teraz po części mieszkamy, siedzieli za Tacyta Germanowie. Już od tej daty blisko lat dwa tysiące upłynęło. Poszli oni potem zwyczajem dzikich i najezdniczych wieków, szukać sobie nowych siedlisk w dalszych państwa rzymskiego prowincyach. Ojcowie nasi Sarmaci Słowianie opanowali puste ich koczowiska. Nosiła podówczas Europa postać niejakąś zmąconej z pierwiastkowego tworu otchłani: zbijali się z sobą ludzie, jak niesprzegłe żywioły, nie znając trwałej posady, zamiarów społeczności, skutków pokoju, nim duch prawa i rządu, każdego w swojej umieściwszy dzielnicy, jak chciwość i ambicyą mieszkańców, tak ich siedziby pewnym ujął obwodem i dał cechę trwałości. Ale możeż być co trwałego na tym okręgu podsłonecznym? Wieczna Opatrzność, która narody dźwiga i poniża, usuwa i rozszerza, co w księgach swoich napisała, to się ziściło. Byliśmy nad Elbą; uchylono nas za Odre; przemoc nad słabszymi już się i tam ciśnie, gdzie nigdy German, chyba wędrowny, stopy swojej nie postawił. Może nam niewinność szczęśliwsze losy zakreśla, a rzeczy śmiertelnych zwykła na świecie kolej, lepszą za staraniem w. k. mci dole, przynajmniej dla następców gotuje. Nauczony klęskami swojemi Polak, co bojaźń boża, co rozumna wolność, co niepieskliwe obyczaje, co miłość króla i ojczyzny, a winne prawom posłuszeństwo, może znowu powróci do owych wieków Tacyta, gdy między Germanami a Sarmaty wzajemna bojaźń była granicą. Nie sypano tam innych kopców, chyba te, które martwe ginących za ojczyznę ziomków koście, świadeczne ich męstwa mogiły wzniosły. Nie lękali się nas Germanowie, lecz ani my onych, mając w ręku równie ostre szable, i skuteczniej pisząc żelazem dzierżaw zakresy, niżeli z cerklem i z tablicami. Nie dzikie to imie Sarmatów, które kraj polski od jednego do drugiego morza szerzyło; bo zdaniem tegoż rzymskiego statysty, ten tylko naród mądry, szanowny i poczciwy, który bije i zwycięża. Modestia et probitas nomina superioris sunt: — Victoribus fortuna in sapientiam cedit. Stopniami rosną królestwa, stopniami nikną. Do ich podźwigu wiele nader pomaga pamięć i smak rzeczy dawniejszych, a pisma o nich pożyteczne. Przykłady zacnych mężów i narodów, rozmyślane w oddzielnem od prywatnych chęci i związków ustroniu, leczą niewinnym i tajemnym cnoty wlewkiem skażone nieczułością, zawiścią, lub innemi namiętnościami serca ludzkie. Te się dusza zwolna oczyszcza od wnętrznej zarazy; z nich nabiera czerstwości; z nich ożywia się tym dzielnym milości ojczystej zapałem, który sam jeden tylko podżwignąć może rzeczy najupadlejsze: bo któż kiedy krajowi dobrze uczynil, kto go pierwej nie ukochał, i obelgi jego nie uczuł? Bogdajby prace uczone, które zachętem w. k. mci wzrost biorą codzienny, przynieść mogły pożądany skutek! A kiedy jedni rada, drudzy szafunkiem sprawiedliwości, inni uczeniem młodzieży i oświatą ludu, albo urządzaniem milicyi i gospodarstwa, spólnie pomagają do wykonania ojcowskich w. k. mci zamiarów, — my też w obrębie powołania i zdolności naszej, piórem przyłożyć się do nich mogli, ut bene sit patriae! Tego życzy
I. Germanii posada. II. Mieszkańcy. Nazwiska początek. III. Pienia wojenne i różne starożytności. IV. Postać. V. Przymioty ziemi. VI. Oręż. VII. Królowie, hetmani, duchowieństwo. VIII. Niewiast męstwo i poszanowanie. IX. Bogowie. X. Wieszczby, losy, wróżki. XI. Schadzki i obrady publiczne. XII. Kary, prawa. XIII. Pierwiastki żołnierskie młodzieży i onej sława. XIV. Germanów zwyczaje w czasie wojen. XV. Tychże w pokoju. XVI. Mieszkania. XVII. Ubiór męzczyzn i niewiast. XVIII. Surowość małżeństw i sposób. XIX. Kary za cudzołostwa XX. Wychowanie potomstwa. Prawa sukcesyi. XXI. Dziedzictwo uraz rodzicielskich. Opłata mężobójska. Gościnność. XXII. Biesiady, pijatyki, poswarki, rady biesiadne. XXIII. Jadło, napój. XXIV. Igrzyska młodzieży. Zapał w kosterstwie. XXV. Służalstwo, wyzwoleńcy. XXVI. Rolnictwo, podział gruntów i rolu. XXVII. Pogrzeby. XXVIII Szczególnych narodów ustawy. Gallów do Germanii przejście. Helwetów i Bojów rodzaj, tudzież Ozów, Arawisków, Trewerów, Nerwiów, Wangionów, Tryboków, Ubiów i Nemetów. XXIX. O Batawach, Mattyakach, Dekumackich gruntach, XXX. O Kattach i onych waleczności. XXXII. Uzypetowie. z Tenkterami jazdą sławni. XXXIII. Brukterowie od Chamawów i Angrywarów wygnani. XXXIV. Dulgibinowie, Chazuary, Fryzowie więksi i mniejsi. XXXV. O Chaukach. XXXVI. O Cheruskach i Fozach. XXXVII. Cymbrów stawa. XXXVIII. Swewów rozległość i obyczaje. XXXIX. Semnonów religia. XL. Longobardowie, Reudigni, Awionowie, Anglowie, Warini, Eudozes, Swardonowie, Nuitonowie. Cześć bogini Herta wszystkim spólna. XLI. O Hermundurach. XLII. O Naryskach, Markomanach, Kwadach. XLIII. O Marsygnach, Gotynach, Ozach, Burach. Narody Ligów. Aryowie, Helwekoni, Manimi, Elizowie, Nawarhale nazwisko Alces. Gotonowie. XLIV. Narody Swionów. XLV. Morze gnuśne. Estyowie zbierają bursztyn. Sytonowie, u których niewiasta króluje. XLVI. O Peucynach, Fennach, Wenedach. Fennów dzikość i ubóstwo. O Helluzach, Oscyonach. Dziwotwory tameczne.
R. Z. R. C. P. za Kons:dcccli. 98. ⎫⎬⎭ M. Kokceja Nerwy Aug. IV. M. Ulpiusza Trajana Cez. II.
I. Germanią wszystkę od Gallów, Retów i Pannonów Ren z Dunajem, od Sarmatów i Daków góry i wzajemna trwoga dzieli. Dalsze ziemie zakrąża Ocean, pełen ogromnych zalewów i wyspów niezmiernej wielkości, gdzie nieznajome nam pierwej z królami swoimi narody, świeża wojna odkryła. Ren z przerwanego i niedostępnego Retejskich gór wierzchołka spadłszy, nachyla się nieco ku zachodowi, zkąd potem bieg swój do oceanu północnego obraca. Dunaj bierze początek na górze Abnoba, mającej wolniej stoczyste boki i wstęp łacniejszy, przechodzi wiele krajów, i wpada do Pońskiego morza sześcią ujściami, bo siódme w bagnach niknie. II. Rozumiałbym że Germanowie są właściwemi ziemi swojej rodakami, nie mając nic spólnego we krwi z przychodniami obcych narodów, ponieważ dawniej szukający nowych siedlisk, wodną nie lądową przedsiębrali podróż, a rzadki się kto i teraz z naszego świata, na niezmierny ów, i że tak rzekę przeciwny ocean, łodzią puszcza. Któżby się zaiste, nie pomniąc nawet na srogie burzliwego i nieznajomego żywiołu przygody, odważył zamienić Azyą, Afrykę i Włochy na te siedziby, posadą miejsca, ostrością powietrza, obyczajami ziemianów smutne i dzikie, chybaby w nich ojczyzny szukał? — Wielbią Germanowie w starożytnych rymach, bo tam żadnych innych ksiąg nie widać, Tuistona bożka z ziemi urodzonego, i syna jego Manna, jakoby ojców i głowy narodu. Mannowi naznaczają trzech synów, z których poszły imiennicze narody Ingewonów tuż przy oceanie, Hermionów niżej, a Istewonów za nimi jeszcze mieszkających. Niektórzy biorąc swobodę mniemania z ciemnoty wieków odległych, przydają mu więcej synów, jakoby oni zaszczepili narody Marsów, Gambrywów, Swewów i Wandalów, które imiona według nich są najprawdziwsze i najdawniejsze. Wreszcie nazwisko Germanii, jest nowe i świeżo nadane, ponieważ Tungrów dzisiejszych wtenczas dopiero nazwano Germanami, gdy przeszedłszy Ren, Gallów wygnali. A tak jeden powiat wzmógłszy się powoli, imie od siebie wynalezione drugim współziomkom z bojaźnią broni zwycięskiej wraził. Powiadają nawet, że Herkules w ich kraju znajdował się, którego idąc do bitew, przed innymi bohaterami opiewają. III. Prócz wyżej wspomnionych, mają jeszcze pewny rodzaj pieśni, których odgłosem nazwanym barditus, zagrzewają serca do boju, i z niego o losie przyszłego powodzenia wróża. Jakoż skoro się tylko zbrojne owe ozwą szeregi, wnet trwożą się same lub trwożą. Jest to raczej zbiór dźwięku, niżeli słów wyrazy; przeto usiłują jak najokropniejsze wrzaski puszczać, zbliżając do ust puklerze, aby złamane głosy, potężniej się i ogromniej odbiciem swojem rozlegały. Wreszcie niektórzy twierdzą, że i Ulisses po długiej owej bajecznej wędrowni zapędzony wiatrami na ocean, odwiedził tameczne krainy, gdzie miasto Ascyburg, które dotąd nad Renem leży, zbudował i tem imieniem nazwał. Powiadają nadto, że dawniej na temże miejscu widziany był ołtarz poświęcony Ulissowi z przydanem ojca Laerta imieniem; że mogiły i groby z napisami greckiemi dotychczas jeszcze na granicach Recyi i Germanii znajdowały się, czego ja ani twierdzić ani zbijać mam wole; niech sobie każdy wierzy lub przeczy, jak się podoba. IV. Atoli do tych zdania przystaję, którzy rozumieją, że naród Germanów nigdy się obcemi małżeństwami nie zmięszał, i że zawsze był czystym, własnym, i sobie samemu podobnym narodem. Ztąd idzie, że lubo w tak wielkiej ludu liczbie, wszyscy do siebie są podobni: u wszystkich oczy srogie i błękitne, włosy żółtawe, ciała ogromne; straszliwi są w pierwszem natarciu, do prac jednak ciężkich i ciągłych niezdolni. Sama posada i przyrodzenie kraju, wezwyczaiła ich do znoszenia głodu i zimna; upały i pragnienia są dla nich nieznośne. V. Lubo ziemia nie jest wszędy jednostajna, w powszechności jednak pełno tam sprosnych bagnisk i okropnych lasów. Powietrze ma wilgotne przy Gallii, suchsze ku Norykowi i Pannonii. Zboża rodzi podostatku, owoców niewiele; obfituje w bydło, ale drobne; woły nawet upośledziło przyrodzenie w okazałe rogi, ozdobę i zaszczyt stadny; nagradza to jednak płodnością. Liczne obory, te są u nich jedyne i najmilsze bogactwa. Nie dali im bogowie ani złota ani srebra, nie wiedzieć czy z gniewu, czy z miłości. Przeczyć atoli nie mogę, aby się kędy w górach tamecznych złote i srebrne kruszczyzny nie znajdowały. Któż z nich tego kiedy doświadczał? Nie nader są oni troskliwi o takowe nabytki i użycie. Widzieć tam często srebrne naczynia, książętom ich i posłom miast dawane od naszych w upominku, w równie lekkiem poważaniu, jak gliniane; wszakże pograniczni przez związek handlu szacować złoto i srebro, a niektóre sztuki monety naszej poznawać i brakować umieją. Mieszkający głębiej, prostym i staroświeckim sposobem towar za towar biorą. Pieniądze chwalą stare, zdawna znajome, obrączkowe, z wybitym wozem podwójnym. Srebro bardziej lubią niżeli złoto, nie z przywiązania jakiego, lecz że moneta w liczbie wygodniejsza jest dla kupna i przedaży rzeczy drobniejszych. VI. Niewiele nawet widzieć u nich żelaza, jako wnieść można z rodzaju rynsztunków. Rzadko kto używa miecza albo ogromniejszych włóczni; większa część nosi spisy, nazwane w ich języku framea, z wązkiem i krótkiem żelazem, ale tak płytkie i zwrotne, że się niemi z bliża i z dala potykają. Takowym oręża gatunkiem oraz puklerzem uzbraja się jazda: piechota ma nadto wiele pocisków, któremi daleko sięga, . Chodzą nago dla rześkości, lub tylko w burce. Żadnej okazałości w strojach nie znają, same tarcze najwyborniejszemi farbami zdobiąc. Mało kto używa pancerza, ledwo jeden i drugi wdziewa szyszak albo przyłbicę. Konie mają ciężkie, niezgrabne, ani uczone obyczajem naszym różnych kółek zawijać. Lecą prosto, albo tylko na ubocz, trzymając się w poskoku tak ciasno, aby się żaden pozad nie został. Mocniejsza u nich piechota, przeto ją z jazdą mieszają, stawiąc na czele młódź wybraną, tak zaś szybką, że konnych biegiem dościga. W zbieraniu wojska zachowuje się pewna liczba; każdy powiat stu ludzi przystawia, a te poczty secynami zowią, które nazwisko już się teraz z oznaki liczby w honor zamieniło. W szykach wojennych używają figur węgielnych. Ustąpić z placu, byleby się tylko poprawić, jest raczej u nich znakiem rostropności, niżeli bojaźni; ciała pobitych w wątpliwych nawet bitwach z placu zbierają. Największa hańba stracić tarcze; takowy bezecnik nie ma więcej miejsca ani w radzie, ani przy ofiarach. Wielu w tym razie zostając, z własnej ręki powrozem niesławy dokonali. VII. Do berła wynosi rodowitość, do buławy męstwo. Władza atoli królów nie jest swobodna i bez granic; hetmani przykładem raczej i szacunkiem osobistej cnoty, niżeli rozkazem w bitwach przywodzą. Karać, więzić, smagać, nikomu prócz kapłanom nie wolno. Takowe zaś kaźnie, mniemaniem ich nie są z rozkazu wodza, lub jakiej zwierzchności ziemskiej, lecz jakby z woli Boga, którego przytomnym być w obozie wierzą, i obrazy pewne z proporcami z gajów świętych, idąc do potyczki, wynoszą. Największą u nich do męstwa pobudką, że się nie przypadkiem ja m w zwyczajne szykują hufce i zastępy, lecz każda familia osobno do boju stawa, mając pobliżu żony i dzieci, zkąd słychać niewieście wycia i wrzaski niemowlęce. Te są u nich najwierniejsze dzielności świadectwa, te najwymowniejsze pochwały. Po bitwach niosą zadane rany do żon i matek: tam odwagi rachunek, tam gnusności wyrzuty; same nawet pomiędzy szyki z pokarmem i napojem odważnie idą. VIII. Zdarzyło się, jak słychać, że kilka ich wojsk pogromionych i już w rozsypkę idących, przywiodły znowu do sprawy przytomne niewiasty, uporem próśb, zarzutem własnych piersi, a żywemi wyrazami niewoli swojej, której się Germanowie bardziej niżeli własnej lękają. Jakoż te miasta u nich najwierniej w przymierzach stoją, które w zakładzie szlachetne panienki dają. Upatrują oni we płci żeńskiej coś świętego i prorockiego: nie odrzucają rad, nie gardzą wyrokami. Widzieliśmy za czasów Wespazyana Weledę, długo od gminu jakby za boginię mianą. Przed nią Aurynii i innym wielu podobną cześć oddawano, nie z pochlebstwa wprawdzie, lecz ani jeszcze przyznając, aby to jakie bóstwa były. IX. Między bogami w największym mają poszanowaniu Merkuryusza, którego w pewnych dniach krwią nawet ludzką błagać wolno być sądzą. Herkulesowi z Marsem z bydląt ofiary czynią. Część Swewów Izydzie także pokłon oddaje. Zkądby zaś początek wzięło obce to nabożeństwo, niewiele się mogłem dowiedzieć; chyba że bogini postacią galery ukryta oświadczy, iż pospolu z obrządkiem swoim z zamorza jest przywieziona. Zawierać bogi w ścianach, albo się im pod ludzkiemi wizerunkami kłaniać, mają za rzecz niegodną ich majestatu. Gaje im tylko i lasy świecą; a odludne owe ustronia boską mieszkalnią być mieniąc, z poszanowaniem na nie patrzą. X. Żadnego narodu niemasz, coby tak pilnie losów i wróżek postrzegał. Sposób losowania mają prosty. Uciąwszy z drzewa owocowego roszczkę, sieką ją na kolanka, które pewnemi cechami oznaczone rzucają trafunkiem na biały płatek. Na powszechnej radzie kapłan narodowy, a na prywatnych schadzkach gospodarz miejsca pomodliwszy się bogom i wejrzawszy w niebo, bierze potrzykroć każdą sztukę, i podług wyrażonego znaku tajemnicę wykłada. W przypadku niepomyślnej odpowiedzi, już się tego dnia więcej naradzać nie godzi; przeciwnie zaś, dla większej wiary powtórne czyni się doświadczenie. Zwyczaj postrzegania lotu i gwaru ptaków, jest im także znajomy; właściwsza atoli przypatrować się obrotom końskim, i czynić ztąd wnioski na przyszłość. Chowają się te konie publicznym kosztem w tychże samych lasach i gajach, wybrawszy co najbielsze, i do żadnych jeszcze posług ludzkich nie użyte, które gdy się do świętego wozu założa, idzie podle kapłan albo król, lub pierwszy w powiecie, z pilnym przysłuchem poryżaniu i sapom. Takowe wróżki najznakomitszą maja powagę nietylko w gminie, ale w celniejszych nawet i w duchowieństwie. Mają albowiem siebie za tłómaczów boskich, a nakoniec za składy ich tajemnic. Jest jeszcze inny rodzaj wieszczby, w czasie ciężkich wojen do badania przyszłych powodzeń stosowny. Dostawszy jakimkolwiek sposobem więźnia narodu, z którym wojnę toczą, stawią mu na przeciw wybranego ze swoich chłopa, i uzbroiwszy obu po swojemu, każą się potykać; los pacholczy jest godłem przyszłego dla strony szczęścia. XI. O sprawach lekszej wagi radzi starszyzna, o główniejszych wszyscy, tak jednak, że co gmin ma postanowie, to być musi i wyżej roztrząśniono. Schodzą się, jeśli niespodziana jaka nie zajdzie przeszkoda, w pewnych dniach, kiedy księżyc jest na nowiu, albo w pełni, rozumiejąc że te pory są najpomyślniejsze do zaczęcia obrad. Nie mierzą czasu dniami, jako my, ale nocami, datując niemi schadzki swoje i zapozwy sądowe. Noc tam zdaje się dniowi przodkować. Z wolności ich ta wynika wada, że się ani razem, ani na czas wyznaczony schodzą; ztąd bywa, że częstokroć kilka dni przez tę opieszałość próżno upływa. Za dopełnieniem liczby, zasiadają zbrojni. Duchowieństwo, które i tam ma prawo gospodarzyć, nakazuje milczenie. Potem król, albo przedniejszy z krajowych, a za nimi drudzy według wieku, godności, zasług wojennych, przymiotów wymowy, porządkiem głosy zabierając, sposobią umysły bardziej ważnością przyczyn, niżeli mocą rozkazów. Jeśli się zdanie nie podoba, odrzucają one powstającym gwarem; jeśli zaś do smaku, bija szablami po tarczach na znak zgody. Najszlachetniejszy to rodzaj zezwolenia, uzyskać orężna pochwałę. XII. Wolno też na sejmie obwiniać złoczyńców i gardłem karać. Każdy występek właściwą kaźń odnosi. Zdrajców i zbiegów wieszają na drzewach, gnuśników zaś, tchórzów i wszeteczników, w bagnie albo w błocku przywaliwszy kratą, grążą. Takowa różność kary dla tego jest ustanowiona, aby zbrodnie publiczne wszystkim były jawne, a sromoty osobiste w wiecznej ugrzęzły niepamięci. Leksze przestępstwa nie są też bez nagany według pomiaru grzechów. Winowajca opłaca się końmi, bydłem, dając część królowi lub miastu, część osobie pokrzywdzonej, albo jej krewnym. Na tychże sejmach obierają się starsi, do szafunku sprawiedliwości w powiatach i włościach, z przydaniem każdemu stu wybranych z gminu towarzyszów, którzy wespół z nimi zasiadają w radzie i sprawy sądzą. XIII. Żaden się nie pokaże bądź publicznie, bądź prywatnie bez broni; nikomu jednak nie wolno jej nosić, bez uznania zdolności od współobywatelów. Gdy wiek dośpieje, prowadzą młodzieńca do gromady, gdzie mu albo starszy powiatowy, albo ojciec, lub krewny daje spisę i puklerz. Ta jest u nich męska szata, ta najpierwsza młodości chluba; przedtem niedorostek był tylko cząstką domu, odtąd zaczyna być rzeczypospolitej. Wysoka rodowitość, zasługi rodziców znamienite, jednają często ich potomstwu, acz małoletniemu, pierwszeństwo między młodzieżą. Wreszcie po tym obrządku, zaraz idą w poczet dojrzalszego już i zdawna ćwiczeńszego rycerstwa, ani mają za wstyd liczyć się pomiędzy towarzystwem rządowej zwierzchności. Kto mu przodkuje, dzieli i wyznacza według woli swojej pewne stopnie, zkąd rośnie emulacya w jednych, aby się rangą co najbliżej do swego przymknęli wodza; w drugich, aby najwięcej i najżwawszych mieli przy boku junaków. Na tem ich zacność, na tem potęga zawisła, widzieć na koło piękne wybranej młodzieży grono, zkądby w czasie wojny zaszczyt, w pokoju ozdobę mieć mogli. Liczba takiego towarzystwa pomnaża im u swoich sławę, u pogranicznych szacunek, szukają z nimi obcy przymierza, wyprawując poselstwa, darząc upominkami, a odgłosem potęgi same się wojny uprzedzają lub kończą. XIV. Gdy rzecz przychodzi do bitwy, byłaby wielka zniewaga dla przodkującego, ustąpić w męstwie towarzyszom, a tym przeciwnie, cnocie wodza nie wyrównać. Najsromotniejsza atoli i na całe życie obelżywa, zostać przy życiu, gdyby wódz na placu poległ. Zasłaniać go od szwanku, bronić, i wszystkie dzieła osobiste ku chwale jego kierować, mają za najświętszy obowiązek. Wodzowie walczą za zwycięstwo, towarzysze za wodza. Jeśli rzeczpospolita jaka długim pokoju przeciągiem zaległszy pole, martwieje, młódź wszystka szlachetna która się tam porodziła, idzie do tych krajów gdzie się wojna toczy. Prócz tego albowiem, że Germanowie nie lubią próżnować, a łatwiejszy dla nich w zdarzonych trwogach sławy nabytek, trudno utrzymać starszyznie liczny towarzystwa poczet bez gwałtów i boju. Jaki taki nalega na swojego wodza, aby mu, lub dzielnego konia, lub zmaczaną krwią nieprzyjacielską broń darował. Cały żołd, stoły hetmańskie, grube i niewymyślne, ale hojnie zastawione; nagrody i darów trzeba wojną a rabunkiem szukać. Łatwiej namówić do zaczepki nieprzyjaciół i na sławę ciała, jak do uprawy roli i oczekiwania żniwa. Gnusność to ostatnia, nabywać w pocie czoła, czego się krwią dorobić można. XV. W czasie pokoju bawią się nieco myśliwstwem; więcej jednak czasu trawią na biesiadach i ospalstwie. Najmężniejszy u nich i najbitniejszy, spuściwszy dom i rolę na niewiasty, starce, lub jakiego służalca, gnuśnieje bezczynny, dziwnem jakiemści przeciwnej sobie natury zrządzeniem, że ciż sami ludzie lubiąc próżniactwo, nienawidzą razem spoczynku. Swobodne narody mają zwyczaj dawać starszyznie podatek z bydła i zboża; każdy to czyni, lecz z dobrej woli. Takowa danina choć pozór grzeczności i przysługi nosząca, potrzebom nawet publicznym dostarcza. Najchętniej przyjmują upominki sąsiedzkie od stanów i od prywatnych, wybornym rynsztunku, dzielnych koniach, łańcuchach i siądzeniach. Chciwość nasza już ich i pieniądze brać nauczyła. XVI. Wiadomo jest dosyć, że Germanowie nie mają żadnych miast, i cierpieć nawet nie zwykli, aby ich domy z sobą się stykały. Budują się udzielnie, gdzie się któremu gaj, równina, lub źródło jakie podoba. Osadzają włości różnym od naszych sposobem, nie stawiąc chałup jednej podle drugiej: każda około siebie znaczny plac zostawuje, bądź dla warunku od ognia, bądź dla nieumiejętności budowy. Nie zażywają nawet kamieni i dachówek, klecąc domy z nieociosanego drzewa, bez okazałości i rozkoszy. Niektóre miejsca lepią kształtnie tak czystą lśniącą się gliną, że farbistemi żyłkami malowidła naśladuje. Kopią także podziemne lochy narzucając ogniem, dla składu zboża i przytułku w zimie. Takowe kryjówki chronią ich od mrozów; w czasie też wojny, gdy nieprzyjaciel pustoszy włości, o utajonych albo nie wie, albo ich długo szukając, sam się plącze. XVII. Odzienie ich burka, spięta na szyi przęczką, lub wniedostatku kolcem głogowym. Wreszcie są nadzy, przeto cały dzień przy ogniu siedzą. Bogatsi różnią się szatą, nieprzestronną i fałdzista, jak Partowie i Sarmaci, ale opiętą i dobrze do ciała przymuskaną. Noszą i kożuchy zwierzęce; lecz pobrzeżni bez wyboru, dalsi i głębsi, nie prowadzący handlu, okazalsze wdziewają skóry. Dla tej przyczyny upatrują na łowach co piękniejszych futer; cętkują te zwłoki, lub nagromiwszy różnego zwierza, co go pobrzeżne dalszego oceanu rodzą krainy, celują z doboru sierci błamy rozlicznych kolorów. Odzienie niewiast w tem się tylko różni od męskiego, iż one częściej zażywają płotna szachowanego szkarłatem, nie noszą też rękawów, mając odkryte ramiona z częścią piersi. XVIII Atoli ostre są u nich nader stanu małżeńskiego prawa, i ze wszystkich obyczajów największą mają zaletę. Jedni są prawie Germanowie z barbarzyńców, nie znający wielożeństwa, wyjąwszy małą liczbę tych, którzy nie tak dla lubieżności, jako dla związków z domami szlachetnemi, o kilka żon starają się. Posag nie żona mężowi, ale mąż żonie daje. Przytomni rodzice i krewni taxują dary; nie są to rzeczy do chluby i zbytków niewieścich a ubiorów oblubienicy zdatne, lecz wół, koń pod siodłem, puklerz, włócznia i pałasz. Na te upominki bierze się żona, która wzajemnie mężowi posyła jaki rynsztunek. Te są u nich najściślejsze węzły, te najświętsze ślubnego aktu tajemnice, ci zarękowni bogowie. Żeby się niewiasta nie miała za wyłączoną od spólności cnoty i przygód wojennych, sama tym obrzędem w pierwiastkach zamęścia ostrzega się, jako idzie w równy podział prac i niebezpieczeństw, i że spólna jej być powinna w każdej dobie pokoju lub wojny cierpliwość i przewaga. To znaczą sprzężone w jarzmo woły, to koń gotowy, to oręż dany. Tak jej żyć, tak ginąć należy, ażeby wzięte dary godnie piastując, nieskażoną z niemi sławę potomkom odpisała, a ci tęż samę następnym prawnukom koleją przesyłali XIX. Ztąd idzie, że tam płeć niewieścia w najściślejszych wstydu obrębach żyje, żadnemi igrzysk powabami, żadną biesiad przynętą nieskażona. Tajemnice pisma jak męszczyznom, tak kobietom są nieznajome. W tak ludnym narodzie rzadko kiedy o cudzołostwie słychać. Mąż ma władzę karać wiarołomną żonę, nie czekając sądowych wywodów. Zwoławszy krewnych urzyna jej warkocz, odziera z szaty; potem wygania z domu, goniąc kijem przed sobą po całej włości. Która się takiej zbrodni dopuści, niemasz dla niej miłosierdzia. Nie znajdzie dla siebie męża, by nie wiem jakie z urody, wieku i bogactw powaby miała. Nie znają Germanowie żartować z występków, ani sromoty modą zasłaniać, kto się jej dopuścił, lub wyrządził. W niektórych krajach lepszy jest zwyczaj, gdzie tylko dziewkom iść wolno za mąż, a postanowienie i nadzieja jednem się tylko łożem określa. Każda tak się łączy z mężem, jak z jednem ciałem i z jednem życiem, nie sięgając myślą i pożądliwością, nadal, aby w jednem małżeństwie wszystkie chęci umorzyła. Zamierzać pewną liczbę potomstwa, albo jakiego przysobka umorzyć, wielki to kryminał. Więcej tam wiążą dobre obyczaje, niż gdzieindziej dobre prawa. XX. Wychowane po domach dzieci nago i w plugastwie, rosną w ogromne ciała i siły, aż do podziwu. Karmią je matki własnemi piersiami, nie zażywając mamek ani piastunek do posługi. Nie rozeznać z miękkości wychowu pańskiego syna od niewolniczego. Wszyscy między bydłem żyją, wszyscy się czołgają po ziemi, póki wiek szlachetnej krwi nie odłączy, a cnota jej nie odkryje. Póżne małżeństwa utrzymują czerstwość lat kwitnących. Nie spieszą się rodzice w wydawaniu córek. Dościga siebie płeć oboja stanem, wiekiem i wzrostem; biorą się równi z równemi, ztąd potomstwo krzepkie i nieodrodne. Dla siestrzeńców taż sama u wujów miłość, co u własnych rodziców. Niektórzy mniemają, że ten krwi związek jest świętszy i ściślejszy; dla czego przy umowach pokoju, wymagają w zakładzie siestrzeńców, jakoby przez nich i słowo się mocniej dotrzymywało, i większa liczba krewnych w odpowiedzi zostawała. Atoli dziedzictwo ojcowskie, choć bez żadnego testamentu, na samych synów spada. Gdzie potomstwa niemasz, najbliższymi są dziedzicami bracia, stryjowie i wujowie. Im więcej kto ma krewnych i powinowatych, tem milszą przepędza starość; niepłodność nie odnosi tam żadnego zysku. XXI. Z dziedzictwem rodziców lub krewnych przechodzą do następców ich przyjaźni i krzywdy. Urażeni dają się przebłagać. Mężobójcy opłacają się pewną liczbą sztuk z trzody lub stada, cały dom pokrzywdzony odbiera satysfakcyą, tem pożyteczniej dla powszechności, įm szkodliwsze są nieprzyjaźni w wolnym narodzie. Żaden kraj z taką ludzkością gości nie przyjmuje. Zamykać drzwi przed kim, za wielką mają niegodziwość. Gospodarz częstuje według swojej przemożności, a gdy mu już w śpiżarni nie dostawa, staje się przewodnikiem do sąsiedzkiego domu, gdzie lubo nie proszeni, równą znajdują ochotę. Niemasz różnicy między znajomym i nieznajomym. Jeśli o co prosi wychodzący, chętnie mu dadzą: proszącemu też wzajemnie gospodarzowi gość nie odmawia. Radzi są bardzo upominkom, atoli biorąc i dając, nie kładną obowiązków. XXII. Gościny sposób jest ludzki. Wstają pospolicie późno, i zaraz się ciepłą wodą omywszy, ponieważ tam zima trwa bardzo długo, po wannie jedzą. Każdy siada u osobnego stołu; idą potem do zabaw zwyczajnych, wziąwszy oręż, z którym częstokroć do obiadu przystępują. Przetrwać cały dzień i noc na pijatyce, niemasz wstydu: wszakże takowy przelej daje do zwad okazye, i rzadko się na przymówkach bez krwi rozlania i zaboju zakończy. Bywa i to, że się podczas bankietów czynią przeprosiny, szykują małżeństwa, stanowią magistraty, układa wojna i pokój, jakby w żadnym innym czasie ani się umysł do rzeczy potocznych lepiej nie otwierał, ani do wielkich zagrzewał. Swobodne żartów stołowych bezpieczeństwo wynurza najskrytsze tych ludzi prostych i nieobłudnych tajemnice. Nazajutrz roztrząsają po trzeźwu, co wczoraj w pełności wylanego z trunkiem serca ułożyli. Każda rzecz ma swoje czasów udziały. Radzą się, gdy zmyślać nie umieją; stanowią, gdy błądzić nie mogą. XXIII. Napój robią z jęczmienia, albo z pszenicy nakształt wina przeburzonej; bliżsi jednak granic naszych wino kupują. Pokarm mają prosty: całe ich jadło jabłka leśne, surowa zwierzyna, albo masło. Bez przypraw i wytworu głód opędzają. Atoli w napojach niemasz takiej miary. Dodawszy im trunku, ile zapragną, aby się popili, niemniej ich łacno kuflem jak orężem zwyciężysz. XXIV. Rodzaj igrzysk mają tylko jeden, którym się we wszystkich zgromadzeniach bawią. Nadzy młodzieńcy czynią rozliczne skoki pomiędzy szermem szablic i ciskaniem oszczepów. Zwyczaj takowych ćwiczeń przyniósł im pewne prawidła, a sztuka przydała piękność. Nie bierze się za to jednak żadna nagroda: cały zysk tej niebezpiecznej swywoli, ukontentowanie patrzących. Grając w kości, po trzeźwu nawet, tak są, rzecz dziwna, w zysku lub stracie zapamiętali, że przegrawszy wszystko, stawią nakoniec na los szczęścia ostateczny ciała i wolność własną. Zwyciężony oddaje się samochcąc w niewolę; a lubo młodszy i duższy, dopuszcza siebie wiązać i zaprzedawać. Tak to twardy u nich w małych rzeczach upór, który oni słownością zowią. Panowie wygranych, zaraz ich obcym przedają, wstydząc się sami nikczemnego zwycięstwa. XXV. Nie rozpisują Germanowie, tak jako nasi, służalców według gatunku posług; każdy kmieć ma własny dom z gospodarstwem, obowiązany tylko przystawić panu pewną miarę zboża, albo co z bydła i odzieży, na czem się służba jego kończy. Rzadko się trafia, aby ich panowie bili, więzili, albo im ciężkie jakie roboty wyznaczali. Jeśli się zdarzy którego zabić, jak nieprzyjaciela, pochodzi to z gniewu raczej i pierwszych złości zapędów, niżeli z prawa i dla przykładu. Wszakże takowe zabójstwa bez kary uchodzą. Wyzwoleńcy nie wiele więcej ważą od niewolników. Żaden z nich w pańskim domu, dopieroż w rzeczypospolitej nie przewodzi; wyjąwszy narody pod królami, gdzie nietylko nad wolnym ludem, ale i nad szlachtą górę biorą. Nierówność wyzwoleńcza u innych, jest dowodem wolności obywatelskiej. XXVI. Zyski z lichwiarstwa nieznajome: zatłumia one dzielniej ta nieznajomość, niżeli zakazy prawne. Grunta podług liczby rolników rozbierają włościanie i dzielą między sobą, uważając na stan i kondycyą każdego. Rozległość kraju czyni ten podział łacnym. Role odmieniają co rok, zostawując jej część na ugor. Nie zadają też sobie pracy, dla przestworu i płodności ziemnej, aby zakładali sady, wilżyli ogrody, wytykali pastwiska, przestając na siejbie zboża Ztąd idzie, że rok u nich tak się dzieli, jak u nas: znają tylko zimę, wiosnę i lato, wyrażając one swojemi nazwiskami; jesienne imie, równie jako jej dary, nie są tam znane. XXVII. W pogrzebach nie widać żadnej okazałości: na to jedynie wzgląd bywa, aby ciała znakomitych ludzi pewnemi drwami palono. Nie rzucają na stosy ani odzieży, ani zapachów, tylko oręż zmarłego. Czasem konia z nim palą. Nagrobki dźwigają z darniny, gardząc wspaniałemi wybornych kunsztów dziełami, które ciężarem dla umarłych być sądzą. Nie długo płaczą, lecz żal i smutek nie rychło tracą: niewiastom łzy i lamenta, mężom pamięć przystoi. Mówiłem dotąd, com o wszystkich Germanów rodzie i obyczajach w powszechności mógł zebrać: teraz o prawach i zwyczajach każdego w szczególności kraju, i które się narody od nich oderwawszy, w Gallii mieszkanie zalożyły, mówić będę. XXVIII. Świadczy największy z dziejopisów Julius Cezar, że Gallowie potężniejszymi przed laty byli od Germanów; zkąd wnosić można, że do nich osady swoje posyłali. Nie kładła zaiste między nimi rzeka tak dzielnej tamy, aby który naród, wzbiwszy się w potęgę, nie wkroczył do innych krajów, zmieniając siedliska owe spólne, a żadnem jeszcze jedynowładztwem w okresach swoich nie zamknięte. A tak Helwetowie osiedli między hercyńskim lasem, a Renem i Menem rzekami. Bojowie zaś, naród także Gallii, dalsze krainy opanowali; co poznać z miejsca nazwanego Bojemum, które trwa do tych czas, i pamięć dawnych mieszkańców, lubo tam inne potem narody osiadły, zatrzymuje. Co się tycze Arawisków, nie możemy mieć pewności, jeżeli oddzieliwszy się od Ozów, narodu germańskiego, do Pannonii weszli, czyli Ozowie sami są ich osada; ponieważ oba te narody jeden język, jedne prawa i obyczaje mają, po obu też brzegach Dunaju równy dla nich udział szczęścia z wolności, a biedy z ubóstwa. Trewerowie z Nerwami wywodzą ród swój uporczywie od Germanów, szukając chluby ze krwi walecznej, jakby się przez nią od gnuśnych Gallów różnili. Wangionowie, Trybokowie, Nemetowie, narody nad Renem osiadłe, bez pochyby z Germanii pochodzą. Ubiowie nawet, lubo zasłużyli być osadą rzymską, i chętnie noszą imię Agrypinów, od założyciela swojego wzięte, nie wstydzą się nazywać Germanów potomkami. Ci przed laty przeszli rzekę, i w zaufaniu doświadczonej wierności, osadzeni są nad jej brzegami, dla naszej bardziej zasłony, niżeli dla swojej straży. XXIX. Ze wszystkich tych narodów najwaleczniejsi są Batawowie; mało ich na lądzie mieszka, większa część osiadła na wyspie, którą Ren oblewa. Należeli dawniej do Kattów, zkąd dla domowych rozruchów przenieśli się do naszych krajów, woląc być częścią rzymskiego państwa. Zostaje przy nich honor i pamięć dawnego z nami braterstwa. Nie hanbią ich wkładane podatki, nie ciemiężą poborcy. Wolni od wszelkich brzemion danniczych, a na wojenne tylko potrzeby zachowani, służą nam jako miecz i puklerz do bojów. Przydać należy do tegoż posłuszeństwa naród Mattiaków. Ogrom potęgi Rzymu zaniósł daleko za Ren i za starożytne kresy powagę państwa jego. A tak Mattiakowie siedliskiem tylko i granicami na swoim brzegu z Germanią, sercem i przychylnością z nami spólność mają. Wreszcie podobni są do Batawów; chyba że im sama krajowa posada z suchością powietrza, bystrzejsze wlewa umysły. Nie liczę tych między narodami Germanii, lubo za Renem i Dunajem osiedli, którzy Dekumańskie role sprawują. Są to wie i awanturnicy Gallów, których płochość, a z chudoby zuchwalstwo, na te opuszczone grunta zaniosła. Wkrótce z pomkniętą tam granicą i dźwignionemi zamkami, stał się ten kraj częścią prowineyi, i niejaką państwa zatoką. XXX. Za nimi mieszkają Kattowie, począwszy od hercyńskiej puszczy. Ziemia ich nie jest tak równa i bagnista jak drugie, po których się Germania rozlega. Dźwigają się tam góry, i powoli rzadzieją, a sama puszcza prowadzi swoich Kattów, i znimi znika. Krzepcy to ladzie, zwięźli, srodzy na wejrzenie, a umysłu nad innych jędrniejszego. Rostropni też są wielce i dowcipni nad obyczaj Germanów. Umieją wybierać wodzów, rozkazów ich słuchać, korzystać z okazyi, trzymać się szyku, hamować w zapędzie, upatrować pory do bitew, szańcować na noc, nie puszczać się na ]os wątpliwy, męstwo tylko w pewnym zysku policzać: a co nader rzadka, i w rządnych tylko wojskach zwyczajna, więcej na dzielnym wodzu, niż na wojsku polegać. Cała potęga na piechocie, którą prócz oręża, różnem narzędziem i żywnością ładują. Inni umieją bić się, Kattowie wojować; rzadkie tam wypady i dorywcze boje. Jezdna to sprawa, jak rychło zwyciężać, tak rychło ustąpić. Żartkość z bojaźnią obok chodzi; powolność do statku bardziej się zbliża. XXXI. Zwyczaj innych narodów Germanii, od niektórych tylko śmiałków praktykowany, Kattowie u siebie przyjęli za powszechny. Skoro do lat młodzieńczych przyjdą, zapuszczają brodę i głowę, ani wprzód ślubowną rycerskiej cnocie zdejmą z twarzy wotywę, aż nieprzyjaciela zabiją. Nad krwią i trupami czynią postrzyżyny, chlubiąc się, że dopiero zysk urodzenia swojego odnoszą, a godnymi rodziców i ojczyzny synami zostają. Na nikczemnikach i tchórzach widzieć zawsze to plugastwo. Najodważniejsi noszą jeszcze obręcz żelazną na nodze, na znak niby obelżywej niewoli, póki jej zamordowaniem nieprzyjaciela nie złożą. Wielu z tem szlachetnem znamieniem siwizna obieży; przykład dla swoich, nieprzyjaciołom groza. Od nich się wszystkie bitwy zaczynają; z nich się składa naczelny zastęp, srogi postacią, której w czasie nawet pokoju nie składają. Lud to błędny, bez domu, bez roli i wszelkiego starania: gdzie przyjdzie, tam się pasie, nie dbając o swoje, cudzego nie szczędząc, póki uwędzona starość tak twardej cnoty nie zamorzy. XXXII. Przy Kattach mieszkają Uzypetowie z Tenkterami podłuż Renu, gdzie jego koryto, już bystre i głębokie, straży granicznej nie potrzebuje. Tenkterowie, prócz zwyczajnego Germanom na wojnach męstwa, celują innych wyborem jazdy, tak jako Kattowie piechotą. Przodkowie ustanowili ten porządek, potomstwo go utrzymuje. Dziatwa bawi się końmi dla igraszki, młodzież dla emulacyi, starzy dla nałogu. W sukcesyach, z domem i czeladzią podaje się dziedzicom i stajnia, której nie bierze starszy, jak inne majątki, ale żwawszy z synów i waleczniejszy. XXXIII. Podle Tenkterów siedzieli dawniej Brukterowie; teraz słychać, że ich Chamawowie z Angrywarami, za zgodą innych narodów, wygnali i do szczętu wygubili, bądź dla nieznośnej dumy, bądź dla chęci kupów, czyli też dla łaskawej ku nam bogów chęci, nie broniących nawet tego widowiska, w którem więcej niż sześćdziesiąt tysięcy ludzi, nie siłą i żelazem rzymskiem, lecz co wspanialsza, domowym orężem oczom naszym legło na rozrywkę. Bogdajby wiekowała w narodach, jeśli nie miłość ku nam, przynajmniej nienawiść ku sobie samym, kiedy w tym państwa rzymskiego pochyłku, większego nam daru losy przynieść nie mogą, nad niezgodę nieprzyjaciół. XXXIV. Angrywarów i Chamawów z tyłu Dulgibinowie, Chazuarowie i inne narody mniej znaczne, z przodu zaś Fryzowie otaczają. Fryzya dzieli się na większą i mniejszą, według liczby i sił mieszkańców. Obie te krainy ciągną się nad Renem aż do morza, zawierając w sobie niezmierne jeziora, znajome rzymskim okrętom, zkąd się one na sam ocean zapuszczały. Wieść niesie, że się tam dotąd znajdować mają słupy Herkulesa, bądź on w rzeczy samej tam wędrówką dotarł, bądź wzięliśmy za zwyczaj, każdą miejsc wspaniałość imieniem bohatera tego uwielbiać. Poważył się na tę żeglugę Druzus Germanik; lecz nie dopuścił ocean i siebie i Herkulesa wybadywać. Ustała też wkrótce ciekawość. Zdało się świątobliwiej i skromniej wierzyć raczej sprawom boskim, niżeli o nich wiedzieć. XXXV. Mówiłem dotąd o zachodniej Germanii. Rozlega się ona dalej niezmiernem zakołem na północ. Widzieć tam naprzód naród Chauków, który poczynając się od Fryzów i część brzegów zajmując, wszystkich wyżej wspomnionych narodów bokami sięga, i do Kattów się zatacza. Tak ogromny ziemi przeciąg zajmują Chaukowie i napełniają. Jest to lud najszlachetniejszy z Germanów, który nie znając chciwości i ambicyi, a bez zaczepki sąsiad, bez lotrostwa i rabunków w spokojnej ustroni siedząc, wielkość swoją sprawiedliwością rozkrzewia. Największym jest dowodem cnoty i potęgi jego, że szukając powagi u spółrodaków, bez krzywdy ją sobie u nich jedna. Atoli gdy potrzeba wyciąga, rychło się zdobędą na odpór, i wojsko wystawią, mając podostatku ludzi i koni: ztąd idzie, że i w pokoju rycerskiej sławy nie tracą. XXXVI. Na boku Kattów i Chauków siedzą Cheruskowie; długim a gruźnym pokojem zależawszy pole, znikczemnieli. Miłe to życie, ale niebezpieczne: bo w bliskości potężnych a dumnych sąsiadów podejrzany dla słabszych spoczynek, a kto duższy i bije, tego prędzej poczciwym nazwą. A tak Cheruskowie, ów to lud niegdyś dobry i sprawiedliwy, teraz w przysłowie głupców i nikczemników poszli: Kattów zwycięskich pomyślność mądrymi uczyniła. Upadek Cherusków pociągnął za sobą pogranicznych Fozów, równych spólników w niedoli, w szczęściu mniejszych. XXXVII. Na tejże Germanii stronie nad oceanem mieszkają Cymbrowie, mała teraz rzeczpospolita, lecz sławy wielkiej. Widzieć tam dotąd po oboim brzegu dawnej wielkości pozostałe ślady w obszernych obozowiskach, z których obwodu łacno wnosić potęgę narodu tego i wierzyć powieściom o liczbie jego bojowników. Płynął rok sześćsetny czterdziesty od założenia Rzymu, gdy się dał słyszeć odgłos broni Cymbrów, pod konsulami Cecyliuszem Metellem i Papiryuszem Karbonem. Odtąd, jeśli do powtórnego konsulatu Trajana zliczymy czasy, dwieście dziesięć lat ubiegło: tak się to długo z Germanami łomiemy! a w tym wieków przeciągu, tyle z obu stron szkód i klęsk. Nie tak zaiste często Samnita i Penus, Gallus i Hiszpan, owszem ani Partowie sami nas do broni ruszyli: bo sroższa wolność Germanów, niż królewska potęga Arsaka. Cóż nam albowiem więcej, prócz klęski Krassa, Wschód wyrzucić może, sam będąc utratą Pakora, a zwycięstwem Wentydyusza poniżony? Lecz Germanowie zniósłszy lub poimawszy pięciu za rzeczypospolitej wodzów, Karbona, Kassyusza, Aureliusza Skaura, Serwiliusza Cepiona, Kneja Manliusza, tyleż z nimi wojsk konsularnych zepsuli: samemu nawet Augustowi trzy pułki z Warem wydərli. Nie poszło też łatwo Maryuszowi, Cezarowi, Druzowi, Neronowi i Germanikowi, gdy ich pierwszy po Włoszech, drugi w Gallii, ostatni trzej w ojczystej płaszali ziemi. Wyszydzili potężne na siebie Kaliguli zamachy, a po niejakim spoczynku, korzystając z niezgod naszych i domowych turniejów, pozmiatawszy pułków zimowiska, Gallią opanować przedsięwzięli. Nakoniec wygnani ztamtąd wzajemnie, w poślednich tych czasiech zwyciężeni bardziej niżeli zawojowani zostali. XXXVIII. Mówmy teraz o Swewach, którzy większą część Germanii zastąpili. Nie jest to osobny i udzielny naród, jako Kattowie i Tenchterowie; ale się składa z wielu innych, różnych od siebie rodem i nazwiskami, lubo się wszyscy powszechnem imieniem Swewów nazywają. Właściwy narodu zwyczaj, zaczesane włosy na tył węzłem ujmować. Tem się oni od innych Germanów, tem się u nich wolni od poddańców różnią. W drugich narodach, bądź dla pokrewieństwa jakiego ze Swewami, bądź, co często bywa, przez naśladowanie, rzadka ta moda, chyba u młodzieży. Swewowie aż do siwizny zadarty włos z przodu na tył zawiązują, a częściej sobie chochoł z kudłów na wierzchołku ciemienia robią. Znaczniejsi pilniej i kształtniej około włosów chodzą. To u nich jedyne piększydło, lecz niewinne, nie tak dla ponet miłosnych, jak żeby idąc do boju, roślejszemi się i okropniejszemi w oczach nieprzyjacielskich wydawali. XXXIX. Semnonowie mają się za najdawniejszych i najznaczniejszych ze wszystkich Swewów. Dowodzą tej starożytności samą religią. W pewnych dniach, wszystkie z jednej krwi idące powiaty, zbierają się przez posły do ubóstwionego modłami przodków i starożytnem poszanowaniem lasu, gdzie na wstępie barbarzyńskiej ofiary człowieka publicznie zarzynają. Jest i drugi rodzaj nabożeństwa w tej świątnicy. Żaden tam nie webodzi, chyba związany; a to dla wyznania przez tę niewolniczą postać zwierzchności boskiej. Jeśli się zdarzy upaść, nie godzi się podnosić; czołgają się nazad. Te zabobony mają za cel, aby każdy pomniał, że naród jego tu wziął początek, że tu Bóg nad wszystkiem panuje: reszta mu służy i podlega. Utwierdzają się w tem mniemaniu Semnonowie potęgą swoją; składa się ich naród ze stu powiatów, a dla wielkości sił krajowych mienią się być głową wszystkich Swewów. XL. Longobardów przeciwnie sama nieliczność jest zaletą, że będąc różnemi i potężnemi sąsiadami otoczeni, nie powolnością jaką, ale orężem w ręku i odwagą życia bezpieczeństwo utrzymują. Za nimi mieszkają Reudygnowie, Awioni, Anglowie, Waryni, Endozowie, Swardonowie, Nuithonowie, lasami albo rzekami otoczeni, o których to tylko pamięci godna, że wszyscy oddają cześć bogini Hertha, to jest ziemi, matce powszechnej, rozumiejąc, że się ona wdaje w sprawy ludzkie, i z kraju do kraju przechodzi się. Jest na wyspie oceanu gaj święty, gdzie ukazują rydwan kapą przykryty, którego samemu tylko popu godzi się dotknąć. Ten gdy poczuje, że bogini miejsce swoje osiadła, zakłada parę jałowic, i idzie pozad z wielkiem uszanowaniem. Którekolwiek miejsce przechodem swoim lub gościną uraczy, tam świątki, tam wesołe rozrywki. Ustają wojny, nie błyska oreż, wiszą w zamknięciu bezczynne żelaza, i dotąd tylko panuje ulubiony pokój, póki tenże pop sytej obcowaniem ze śmiertelnemi bogini, do swojej świątnicy nie odwiezie. Po tej wędrówce myją powóz, kape, i samo, jeśli temu dasz wiarę, bóstwo, w tajemnem jeziorze, które natychmiast pożera zażytych do posługi niewolników. Ztąd w gminie ukryta bojaźń i święta niewiadomość tego, co sama tylko śmierć objawia. XLI. Ta tedy część Swewów ciągnie się w głąb Germanii. Bliżej ku nam (że się teraz Dunaja, jak pierwej Renu trzymać będę) mieszkają Hermundurowie, naród wierny Rzymianom. Dla tej przyczyny im sasamym ze wszystkich Germanów pozwolony handel, nietylko na pograniczu lecz i głębiej, owszem w najpiękniejszej osadzie prowincyi Recyi. Nie przydają się im strażnicy, wolna wszędy podróż, a gdy innym narodom sam tylko oręż i obozy nasze ukazujem, im otwarzamy domy i wioski, choć o to nie proszą. U Hermundurów bierze początek Elba, rzeka sławna niegdyś znajoma; teraz o niej ledwo słychać. XLII. Przy Hermundurach mieszkają Naryskowie, a za nimi Markomani i Kwadowie. Z tych największa sława i potęga przy Markomanach, którzy sama tę krainę gdzie siedzą, wygnawszy niegdyś Bojów, mieczem zdobyli. Nie odrodni są od nich i Naryskowie z Kwadami, trzymając czoło Germanii z tej strony, która ku Dunajowi zabiega. Markomanowie mieli aż do naszej pamięci królów własnego rodu, idących ze krwi szlachetnej Maroboda i Tudra; teraz już i obcych znoszą. Atoli władza ich i potęga z powagi rzymskiej wypływa: częściej ich jednak pieniędzmi, niżeli wojskiem wspomagamy. XLII. Poniżej Markomanów i Kwadów siedzą niemniej potężne narody Marsygnów, Gotynów, Ozów i Burów, z których pierwsi i ostatni tylko noszą się i mówią po swewsku. Gotonów język galski, a Ozów pannonski wydaje, że nie są Germanami. Prócz tego znoszą ciężary dannicze, które na nich Sarmatowie i Kwadzi, jako na obcych wkładają, a co najsromotniejsza, że Gotynowie żelazo nawet kopią. We wszystkich tych ziemiach niewiele równego pola, krajowey najwięcej po wierzchołkach gór i w lasach osiedli. Albowiem Swewia przecina i dzieli nieprzerwane gór pasmo, za któremi wiele narodów mieszka, a między niemi najobszerniejsze mają dzierżawy Ligowie, z wielu powiatów złożeni. Dosyć wyliczyć najznaczniejsze: Aryów, Helwekonów, Manimów, Elizów, Naharwalów. Naharwalowie pokazują u siebie gaj, starożytnem nabożeństwem poświęcony. Strażnikiem jego pop, w odzieniu niewieściem. Oddają cześć bogom, jacy są w tłómaczeniu rzymskiem Kastor i Pollux, przyznając im moc też samą. Nazwisko ich Alcis; nie widać żadnego posągu, ani żadnych obcych obrządków, prócz tego, że ich jako braci i młodzieńców wielbią. Wreszcie Aryowie, prócz sił, któremi wspomnione wyżej narody przechodzą, wrodzoną postaci okropność sztuką czasem bardziej jeszcze srożą. Czernią puklerze, farbują ciała, wybierają co najciemniejsze nocy do bitew; a tak samym postrachem i mroką żałobnych hufców płoszą nieprzyjaciela, niemogącego znieść pozoru tej niezwyczajnej, a prawie piekielnej czeredy: albowiem we wszystkich potyczkach najpierwej oko pierzcha. Za Ligami mieszkają Gothonowie, w większej nieco nad inne Germany królom podległości, atoli nie nad wolność. Tuż przy nich na brzegach oceanu siedzą Rugowie z Lemowami; ci wszyscy noszą krótkie miecze, okragłe tarcze, i królom swoim służą. XLIV. Naprzeciw widzieć na oceanie Swionów, potężnych morską i lądową siłą. Wodne ich statki tem się od naszych różnią, że z obu stron mając czoło, łacno się obiema do brzegu przybić mogą. Nie noszą żaglów, ani mają wioseł rzędem po bokach usadzonych. Leżą, pojazdy, w czasie tylko zwrotu, jak na rzecznych żeglugach, w potrzebie zażywane. Bogactwa u nich są w poszanowaniu: dla tego też jednemu panu służą, bez żadnych przywilejów prawo podległości nadwerężających. Nie wolno nikomu, jak u innych Germanów, oręża nosić. Wszystka broń chowa się w zamknięciu, i to pod strażą niewolniczą; ponieważ nagłych wycieczek od nieprzyjaciół ocean broni, a gmin orężny w pokoju łacno się burzy; do tego interes królów tak każe, nie stawi nad zbrojownią wyzwoleńca i wolnego, dopieroż szlachcica. XLV. Za Swionami rozlega się inne morze, gnuśne i prawie martwe. Końcem i ostatnim okręgu go zakresem ztąd je nazwać można, że blask zachodzącego słońca stykając się tam ze świtem, zapałem swoim inne zorza tępi. Przydaje gminne mniemanie, że tam słychać dźwięk jakiś, kiedy się ponurza; widzieć postaci bożków, i wieniec promienisty na głowie jego. To prawdziwsze, że się tam kończy przyrodzenie. Po prawej stronie szwedzkiego morza, mieszkają Estonowie, odzieniem i zwyczajami do Swewów, językiem do Brytanów podobniejsi. Oddają cześć matce bogów,, a na znak tego nabożeństwa noszą obrazy wieprzów, które im służą za wszelki oreż i obronę, owszem między samemi nieprzyjaciołami chwalcom bogini bezpieczeństwo dają. Rzadko używają żelaznej broni; najczęściej pałek. Bawią się około roli pilniej, niżeli zwyczaj niesie leniwych Germanów. Szperają także w morzu, a sami jedni ze wszystkich znajdują po mieliznach, owszem na samych brzegach, bursztyn, który po swojemu Glesum zowią. Atoli będąc barbarzyńcami, nie znają, ani są ciekawi poznać jego przyczyn i natury. Przed laty, nim zbytki nasze dały mu szacunek, leżał długo na brzegach, jako podły zmąconego morza wymiot, bez żadnego u nich zażycia. Biorą go, jak się urodził, i tak przedają, dziwując się płacącym kupcom. Wreszcie wnosić można, że to jest sok jakiś z drzew sączący się, ponieważ widzieć w nim często ziemny i powietrzny owad, który uwikłany lipką cieklizną, zostaje wewnątrz za stwardnieniem oblewającej materyi. Rozumiem, że jako w zabiegłych na wschód krainach znajdują się lasy, zkąd się balsamy i inne wonie sączą, tak i zachodnie strony po lądach i wyspach nadbrzeżnych rodzą podobne drzewa, z których rozegrzane słońcem soki, a w morzu okrzepłe, flaga wodna ne przeciwne brzegi wytrąca. Jeślibyś chciał doświadczyć ogniem natury bursztynu, wnet się zazegłszy naksztalt luczywa, wypuszcza płomień tłusty i pachnący, a potem się jak żywica topi i rozlewa. Ze Swionami graniczą Sytonowie, podobni we wszystkiem do swoich sąsiadów, wyjąwszy, że im niewiasta panuje. Tak to ten naród nietylko się od wolności, ale nawet od niewoli odrodził. A tu się już skończyła Swewia. XLVI. Peucynów, Wenedów i Fennów narody, nie wiem, jeśli mam do Germanów, czyli do Sarmatów przyłączyć; lubo pierwsi z nich, których też Bastarnami zowią, językiem, strojem, budowaniem domów, statecznem na jednem miejscu mieszkaniem, z Germanami podobieństwo mają. Wszelako żyjąc w gnusności i plugastwie, a przez małżeństwa, mianowicie celniejszych familij, łącząc się z Sarmatami, na ich brzydkie zwyczaje zakrawają. Wenedowie też wiele od nich wzięli. Albowiem ile się tylko lasów i gór między Fennami i Peucynami rozlega, wszystkie łotrostwem swojem napełnili. Atoli liczyć ich raczej należy pomiędzy Germanami; bo i siedliska mają nieruchome, i tarcze noszą, i pieszo rześko chodzą, różni w tem od Sarmatów, którzy na koniach lub na wozach wiek swój trawią. Dzikość i ubóstwo Fennów jest aż do podziwienia. Nie widać tam ani oręża, ani koni, ani mieszkania żadnego. Jedzą zioła, wdziewają skóry, legają na ziemi, cała ich nadzieja w strzałach, które w niedostatku żelaza, koście ostro nasadzone srożą. Z łowów mężczyzna i niewiasta żyje. Żony, polując równie z mężami, obłowem z nimi się dzielą. Najwarowniejszym dla niemowląt od pluty i drapieżnego zwierza przytułkiem, sałasz z gałęzi upleciony, który też służy za domowisko dla młodzieży i starców. Wszakże szczęśliwszem takowe życie być sądzą, niżeli pocić się nad pługiem, bawić ciesielką około budowy, a między swoim i cudzym majątkiem wieczny z bojaźnią i nadzieją, bój prowadzić. Jakoż, bezpieczni od bogów i ludzi, ten rzadki nader zysk odnoszą, że im nic żądać nie potrzeba. Ostatek tej ziemi pełen bajecznych wieści, jako to, że Oxyonowie z Heluzami noszą twarz ludzką a ciało zwierzęce. W czem ja nie mając pewnej wiadomości, zostawuję każdemu wolność mniemania.
Comentarios
Cargando comentarios…