Teatr miejski im. Słowackiego: Odys w gościnie, sztuka w 3 aktach Macieja Szukiewicza.
Jestem jeszcze bardzo świeżym recenzentem; dlatego wyznaję, że przed każdą premierą bywam szalenie zdenerwowany. Co to znów będzie za kwiatek? Tak przyjemnie jest się zachwycać, a tak głupio, tak nieprzyjemnie „krytykować“! Albo i ten Szukiewicz (myślałem sobie): znam go od tak dawna, za nic nie chciałbym mu zrobić, broń Panie Boże, przykrości; co jemu strzeliło z tym Odysem? Odys. Czemu Odys? Czemu nie Arka Noego, albo Sodoma i Gomora? (Cóż za bajeczne problemy dla nowoczesnej reżyseryi!) Znów ten „wielki repertuar“ (wciąż tak zrzędziłem w duchu); znamy to: aktorzy bez gatek a na koturnach, ze sceny padają odświętne słowa jak: przecz, atoli, ninie, trup ściele się gęsto, słowem: toute la lyre.Tak biłem się z myślami, nie przebierając w wyrażeniach, ile że byłem sam na sam ze swoim wnętrzem.Pragnąc wystąpić w pełnym rynsztunku erudycyi „porównawczej“, odczytałem bardzo uważnie Powrót Odysa Wyspiańskiego, oraz bystrą książkę Antyk Wyspiańskiego prof. Sinki. Na szczęście, dowiedziałem się, z uczuciem ulgi, że Odys p. Szukiewicza nie stoi w żadnym ideowym, ani przyczynowym związku do Odysa Wyspiańskiego; że stanowi natomiast dramatyczne rozwinięcie kilkunastu wierszy zawartych w IX. ks. Odyssei, mianowicie epizodu na wyspie Lotofagów, ludzi żywiących się lotosem. Rzuciłem się na Odysseę i odczytawszy inkryminowany ustęp w przekładzie Siemieńskiego, oraz dosłownym francuskim, zanurzyłem się w głębokie dumania nad wykładem jego symboliki, kiedy zaczęły mi podzwaniać w uchu szydercze słowa mistrza Rabelego:„Czy wy naprawdę sumiennie mniemacie, iż kiedykolwiek Homer, pisząc Iliadę i OdyseeęIliadę i Odyseeę, miał na myśli owe alegorye, w jakie go ustroili Plutarch, Heraklides poncki, Eustatius, Phornatus i to co z nich ukradł Policyan? Jeżeli tak mniemacie, nie zbliżacie się ani rękami ani nogami do mego mniemania; ja bowiem sądzę, iż taksamo się nie śniło o nich Homerowi, co Owidyuszowi w Metamorfozach nie śniło się o tajemnicach Ewangelii, jak to niejaki brat Obżora, szczery liżypółmisek, wysilał się dowieść, skoro zdarzyło mu się spotkać tak głupich jak on sam, niby (powiada przysłowie) pokrywę godną garnka“.W takim zamęcie ducha doczekałem się premiery.Sztuka p. Szukiewicza jest istotnie wcale pomysłowym rozwinięciem motywu ledwie potrąconego przez Homera, i to rozwinięciem zupełnie samodzielnem. Oto szczupły, o wiele zbyt szczupły wątek akcyi:Powracający z Troi Odys, wśród długich swoich wędrówek, przybywa na wyspę ludzi żywiących się kwiatem lotosu. Plemię to, które, dla autora, staje się symbolem najczystszego idealizmu, żyje w doskonałem szczęściu, znając jedynie szlachetne i harmonijne uczucia. Sielankę tę mąci brutalnie zgraja wygłodzonych żołdaków-tułaczy, spragnionych wina, mięsiwa, rozpusty i łupu. Pierwsze zetknięcie dwóch światów, znaczy się krwią i zbrodnią. Odys morduje bezmyślnie królewskiego syna, poczem, w nikczemny sposób uczyniwszy ofiarą swej zbrodni towarzysza broni, umie obłudnemi słowami pozyskać ufność szlachetnego króla. Stopniowo, brutalna stopa najeźdzcy coraz śmielej depce wolną ziemię; stada baranów, rzekomo przeznaczone przez nich na błagalne ofiary, padają pod nożem, a wełna ładuje wysoko statki Odysa. Aby utuczyć swoje stada świń, a zarazem podać mieszkańców w tem cięższą zawisłość, ten herszt zgrai okupantów nie waha się spaść świniami świętych lotosów. Wreszcie gotując się opuścić wyspę, Odys rabuje jeszcze co się tylko da, podpala pałac i zabija króla ale król zjawia się jego oczom promienny, ze skrzydłami u ramion i w odmłodzonej postaci, nieśmiertelny i tryumfalny, albowiem on jest — Miłość. U boku jego, w tej apoteozie idealizmu, znajduje się córka Aglaja, oraz jeden z towarzyszy Odysa, Euryloch, który sprzeniewierzył się swoim, aby (w zaledwie zresztą muśniętym epizodzie) szczypać kwiatki lotosu z uduchowioną Aglają.To mniejwięcej wszystko, z tem nadmienieniem, że, w drugiej części sztuki, coraz bardziej przechyla się ona, w efektach o dość wątpliwym guście, ku alegorycznym reminiscencyom z naszych niedawnych bólów „okupacyjnych“.Idealizmowi p. Szukiewicza nie możnaby nic zarzucić, chyba to że jest konwencyonalny i brzmi cokolwiek fałszywie. A także rozdział ten, wykreślony pomiędzy idealistyczną a materyalistyczną koncepcyą świata, wydaje mi się prostolinijny. Nie żyjemy, niestety, na wyspie szczęśliwości, ale na opornie rodzącej ziemi, która wydaje lotosy ideału tylko o tyle, o ile ją obficie nawieźć krwią i gnojem. Mój Boże, idealistą był zapewne Bolesław Wstydliwy i św. Kinga, ale był też idealistą Napoleon, i kardynał Richelieu, i Danton, i wyznaję że ten drugi typ idealizmu silniej przemawia mi do serca. I tak jakoś historya kieruje, że grunt pod te idealne chramy, w których zawodzą idealne pieśni jadacze lotosu, zawsze musieli kiedyś swoim mieczem wyrąbywać i swoim trudem musieli na nich budować jacyś żywiący się mięsem Kefaleńcy. Aby dziś Woodrow Wilson mógł, z za morza, nieść Staremu Światu ewangelię pokoju i wolności, na to musieli niegdyś okrutni konkwistadorzy wyciąć w pień całe plemiona lotofagów zamieszkujących dziewicze prerye i lasy, a ziemia zlana niewinną krwią musiała przez parę wieków służyć za asylum wszystkim opryszkom starej Europy, praojcom i twórcom dzisiejszej chlubnej Ameryki. Zdaje mi się tedy, że hodowla ideału jest sprawą bardziej tajemniczą i skomplikowaną. Wspomniałem umyślnie Amerykę, gdyż jeżeli co mi przywodzi na pamięć sztuka p. Szukiewicza, to owe czytane za młodu historye najazdu Kortezów i Pizarrów na łagodne, wysoko, na swój sposób, kulturalne plemiona Indyan; owego słodkiego, szlachetnego króla Montezumę, który, pieczony na żarzącym ruszcie, pocieszał skarżącego się towarzysza słowy: „Przyjacielu, zaliż ja na różach spoczywam“? I minął dobry król Montezuma bez śladu wraz z całym swojem plemieniem, i nie zmartwychwstał w promiennej postaci, i, co gorsza, pies z kulawą nogą nie zatroszczył się o to. Dlatego jeżeli istotnie sztuka p. Szukiewicza jest aluzyą do niedawnej przeszłości, i jeżeli to nas, Polaków, ma ucieleśniać plemię lotofagów, to niechaj nas Bóg broni od tego „idealizmu!“ Raczej już pragnąć, aby w nas obficiej niż dotąd wcieliła się owa, jedynie, niestety, twórcza Goethe’owska cząstka jener Kraft — Die stets das Böse will, und stets das Gute schafft...A kto miał sposobność w życiu codziennem obserwować osobniki z plemienia lotofagów, i widywał ile nieraz gnuśności, egoizmu, pasożytnictwa i kabotyństwa kryje się pod fałdami idealistycznego płaszcza, jak naiwne zwalanie trudu życia na barki pogardzanych „zjadaczy chleba“, ten z pewnym chłodem przyjmie wszelkie credo zbyt górnie i śpiewnie niosącego się „idealizmu“.Jako widowisko sceniczne, sztuka p. Szukiewicza cierpi na swoim czysto alegorycznym charakterze: niema w niej ludzi. Raz niema dlatego, że są tylko przenośnie; drugi raz dlatego, że, i w tej przenośni, autor chciał widzieć w świecie jedynie anioły i bydlęta. Dlatego, niema i ról. Mimo wysiłku i sumiennego opracowania p. Jednowskiego, postać Odysa nie może nas zająć, ponieważ autor, uczyniwszy zeń płaskiego łajdaka bez czci i wiary, nie wyposażył go ani jednym, nie mówię już szlachetniejszym, ale ludzkim rysem. Takim mógł być Odys w brukowej prasie Lotofagów. Wdzięczniej wypadły postacie kobiece; zapewne dlatego iż w roli aniołów czują się one bardziej u siebie w domu. P. Zielińska ładnie mówiła płynny wiersz p. Szukiewicza, zaś p. Łuszczkiewicz-Gallowa świetnem zakończeniem drugiego aktu rzetelnie przyczyniła się do sukcesu scenicznego sztuki. Nastręcza się jedna uwaga. Nie wiem, czy się tak wczoraj złożyło, ale, gdyby sądzić z tego przedstawienia, personel żeński teatru naszego, pod względem dykcyi i umiejętności mówienia wiersza, nieskończenie przewyższa męską jego połowę. Ilekroć panie Zielińska i Gallowa były na scenie, każde słowo brzmiało czysto jak dzwoneczek; ilekroć przychodzili do głosu mężczyźni, połowa tekstu przeważnie ginęła w nieartykułowanych dźwiękach. Z początkowej sceny pierwszego aktu, nie rozumiałem, mimo iż siedziałem blisko, dosłownie nic. Możeby od tego punktu zacząć „reformę teatru“, która, w ostatnich czasach, narobiła tyle wrzawy? Ma tę zaletę, iż nie jest kosztowna i że drogę do niej znajdzie każdy — na końcu języka.Co się tyczy części dekoracyjnej, muszę zaświadczyć, iż oglądałem w kancelaryi dyrektora szkice p. Frycza, że są bardzo piękne i że niewiele z nich urzeczywistniło się na scenie. Mimo to, i w tych warunkach, wystawienie sztuki odznaczało się starannością, jeżeli pominiemy kilku skromniejszych lotofagów, którzy przewinęli się przez drugi plan w przykusych płaszczach i widnych po kolana bardzo materyalistycznych spodniach w paski.Obecnego na przedstawieniu autora wywoływano z zapałem po drugim akcie.
Comentarios
Cargando comentarios…