Głos dziadkowy o restauracyi kościoła w... Poręcinie

Niekze se spocznie na kwile dziadzina,Toli wędruje jaze ze Poręcina,A razem z dziadkiem beło mnogo ludaUźreć te cuda —

Chodziły wieści po najdalsze strony,Że w onem mieńscu straśne farmazonyOzgościły się w djabelskiej kompaniiW księżej plebanii.

Mówiom że jakiś, Boże odpuść, malarzCo na piechote tam po prośbie zalazłTeraz se żyje niby brat ze bratemZ Xiędzem Prałatem!

Cała plebania wysługuje mu sieNa poświęcanym jada se obrusieMiódmałmazyję znoszą temu lichuW świentym kielichu.

Zakradło się to na probostwo chyłkiem,Na mróz świciło napół gołym tyłkiem,Teraz se każe najcieńsze atłasySzyć na portasy.

Sypia se co noc w jegomości łóżkuKsiężą kucharkę głaska se po brzuszkuSam mu co rano, Święci wiekuiści,Xiądz buty czyści!

Ale największe to zgorszenie czyniŻe nie przepuścił i pańskiej świątyniI kościół, co się cudami rozsławił,Straśnie splugawił

Kędy janioły wprzód zdobiły ścianeTeraz kapłony wiszą podskubaneA tam gdzie beły świente męczenniczkiTłuste jendyczki

W ołtarzu widny Boga Ojca profil:Brodę ma ryżą niby nasz Teofil;Za złego łotra wisi w Męce BoskiejKonrad Rakowski

Potem z Krakowa zjeżdża konwisyaNapycha brzuchy, aż im się odbijaI prawią Xiędzu różne dziwne baśniePokiel nie zaśnie.

W bidnego Xsiędza konwisyja wpieraŻe to najnowszy styl Ojca DrobneraCo w Rzymie zrobił (taka jucha chytra)Świętego Pitra!

Lecz już się skończy ta obraza boża,Bo dziadek póńdzie aż do konsystorza,I gwałt podniesie taki, że biskupaOzboli głowa...

Pisane w r. 1908.

Comentarios

Cargando comentarios…