Jak wygląda Niedziela oglądana przez okulary Jana Lemańskiego

By uniknąć ambarasuWzięto Rok za miarę czasu.

Dzielą go (bardzo wygodnie)Na miesiące i tygodnie.

Tydzień znów z grubsza podzielęNa zwykłe dni i Niedzielę.

Do pracy są zwykłe dzionki,A Niedziela dla małżonki.

W ten dzień, by największa ciuraWyzwolona jest od biura.

Każdy ze swoją niewiastąRad wybiera się za miasto.

Podaj ramię magnificeI jazda z nią na ulicę.

Oczywista, że i dziatkiSpieszą obok swego tatki.

Przodem Maryjka, a za niąKlementynka, Brzuś i Franio.

W ciągu miłej tej podróżyCzłowiek trochę się zakurzy.

Szkoda nowej sukni w groszki:Szukaj mężusiu dorożki.

Każda, jak to zwykle w święta,Odpowiada ci: zajęta.

Żona ci wypruwa flaki:„Bo ty zawsze jesteś taki”.

Ożywiona tą gawędkąDroga mija dosyć prędko.

Szczęściem wzbiera miejskie łonoGdy trawkę widzi zieloną.

Już was tylko przestrzeń krótkaOddziela od piwogródka.

Ale, kto ma liczną dziatwę,Nic mu w życiu nie jest łatwe.

Franio się przestraszył gęsi,A Maryjka woła „ęsi”.

Brzusiowi pot spływa z czołaI co gorsza nic nie woła.

Wszystko mija, więc szczęśliwieSiedzicie wreszcie przy piwie.

Miło słyszeć jest TrawiatęW wykonaniu firmy „Pathé”.

Kiedy człowiek sobie podje,Dziwnie tkliw jest na melodye.

Ogryzając z kurcząt kościNucisz „za zdrowie miłości...”

Ociężałym nieco krokiemWracasz do dom późnym zmrokiem.

Teraz wielka pantomina:Do snu kładzie się rodzina.

Najpierw Maryjka, a za niąKlementynka, Brzuś i Franio.

Patrzysz łakomie, jak żonaRozdziewa pierś i ramiona.

Słońce, wieś, Trawiata, piwo,Myśli płyną ci leniwo.

A finał exkursyi całej:Nowy bąk za trzy kwartały.

Comentarios

Cargando comentarios…