Litania ku czci p. t. matrony krakowskiej (Boy-Żeleński, 1913)
O ty, polskiej ziemi chwało,Ty postaci wpół-monarsza,Ty czcigodna, nazbyt małoOpiewana, „damo starsza”;
Ty, co z głębin swej kanapyWychylając kibić tłustą,Brzydkie swe nadstawiasz łapyPrzerażonym naszym ustom;
Ty, co z dostojeństwem w twarzyDźwigasz swe potworne kłęby,O których lustmörder marzy,Szczerząc zakrwawione zęby;
I ty, uroczysta klempoW twojej wiecznej sukni bordo,Z twoją beznadziejnie tępą— Powiedzmy otwarcie — mordą;
Ty, orędowniczko dzielnaUciśnionej polskiej nacyi,Arcykapłanko naczelnaNaszej starobabokracyi;
Ty, co w „Piątki” lub „Soboty”Polskich dusz sprawujesz rządy,Starodawne wskrzeszasz cnoty,A druzgocesz „nowe prądy”;
Co na fiksach i na rautachI na dobroczynnej sesyiPytlujesz o pruskich gwałtach,O „modernie” i „secesyi”;
Ty, co wszelkich zadań bytuW mig rozcinasz każdy problem,Gdy człek myśli, jakimby tuZamknąć babie gębę skoblem;
Ty, strącona z Łysej góryW salonu fałszywy „ampir”.Gdzie nas bierzesz na torturyI krew nudą ssiesz jak wampir;
Ty, co głupoty powagąNajmądrzejszych wodzisz za łby;Ty! którą po śniegu nagoCzłowiek bez litości gnałby;
Ty, elokwencyi patoko,Coś jest wiecznych sporów źródłem,Czy cię nazwać starą kwoką,Czy też raczej starem pudłem;
Ty, co gorzko winisz mężaO prozaizm i codzienność,Gdy twa energia zwyciężaNazbyt rzadko jego senność;
I ty, której czujność tępiMłodych wzruszeń powab czysty,A co w Tomaszu á KempiDawnych gachów chowasz listy;
Ty, co zdarłszy z siebie płótnaOglądasz się w lustrze całąI wzdychasz, ropucho smutna:„On tak lubił moje ciało...”
Ty, obrazie wiedźmy starej,Wydarty ze sztychów Goyi —Powiedz mi: przez jakie czaryJęczymy w niewoli twojej?
Z jakim czartowskim blekotemOmamienie na nas padło,Że czynimy czci przedmiotemSzpetność, głupotę i sadło?
Przez jakie dziwne kuriosumTłuszcz bierzemy za charakter,Puste gadulstwo za rozum,A za obraz cnót klimakter??
Za co stwór podeszły wiekiem,Co kobietą być już przestał,A nigdy nie był człowiekiem,Windujemy na piedestał???!
Próżne gniewy, próżne męztwo,Nie nadeszła chwila jeszcze —Nazbyt silnie czarnoksięstwoŚciska nas w potworne kleszcze;
Coraz ciaśniej, coraz duszniej,Coraz bardziej smutni, słabiW takt kręcimy się posłuszni,Jak nam zagra chochoł babi;
I tylko w tęsknocie żyjemCzy nie wstanie jaki Wandal,Co przepędzi babę kijemI zakończy raz ten skandal!...
Pisane w r. 1908.
Comentarios
Cargando comentarios…