Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich
Niekze to syćkie pierony zatrzasnom:Wybrał się dziadek aż pod Góre Jasnom,Myślał że grosik uzbira, tymczasemWrócił ciupasem.
Tego widoku dożył dziadek staryW całem klasztorze nic jeno dziandary,Sytkie osoby duchowne a świętePod klucz zamkniente.
Dziwne tu rzeczy bajom sobie ludy,Że się tam działy straśne jakieś cudy:Niby że ojce porobieły świeństwaGwoli męczeństwa.
........................................................
Żył jeden z drugim piknie bez turbacyi,Świątek czy piątek, przy godny kolacyi,Bluźnił Imieniu Tego, co go stworzyłI cudzołożył.
Jeden nagorszy — patrzcie wymyśnika!Chował pod sobą w sofie nieboszczyka,Że jak bez tego na ty sofie grzeszyTo go nie cieszy.
Przeor też, mówiom, jucha jest morowa,Ponoś co tydzień ziżdżał do Krakowa,Jako że tu miał śtyry konkubinySame hrabiny.
Co jaki grosik na tacke się wśliźnie,To go dzieliły ojce po starszyźnie,A zaś do śkarbca każdy za swe grzychyMiał dwa wytrychy.
Jak przyszło Xiędzu dla dobra klasztoruZatłamsić kogo, to mu bez jankoruPóki ta zipie, własną dłonią lejeŚwiente oleje.
Codziennie rano, nabożnym zwyczajem,Spowiadały się ojcaszki nawzajemBy chtóry trafił jak przyńdzie potrzebaProsto do nieba.
Różnie dopuszcza Bóg w mądrości swojej,Ale to jakoś bardzo nie przystoiIżby siedziały w takiem świentem gronieSame Pochronie.
Mnie złość już bierze, chociek dziadek świecki,Cóż ta dopiro w grobie Xiądz Kordecki:Musi go skręca od straśnej terturyZadkiem do góry.
Kogo Bóg kocha, tego i doświadcza,Więc choć zgrzyszyła ręka świętokradczaMódlmy się, bracia, by nasz zakon miłyZnów porósł w siły.
Iżby zapomniał Bóg o swy boleściTrza mszów zakupić dziennie choć z czterdzieści:Niech więc na tacke co ta chtóry możeRzuci w klasztorze.
Comentarios
Cargando comentarios…