Słówka (Boy-Żeleński, 1913)
Gdy coś mnie nadto wzruszyLub serce mi podrażni,Chowam się aż po uszyDo swojej wyobraźni.
Tam, o każdziutkiej porze,Schronienie mam zaciszne,Gdzie myśl wyprawiać możePrzeróżne rzeczy śmiszne.
Miast czerpać próżną chwałęW tem, że jak z książki gada,W głupiutkie słówka małeCalutka się rozpada.
Te słówka mi uciechySprawiają nieraz mnóstwo,Lubię ich puste śmiechyI ducha ich ubóstwo.
Jak błazenkowie maliSłówko się z słówkiem cacka,To jęzor mu wywali,To szczypnie je znienacka.
Jedno przez drugie hasaWydając kwik wesoły,Niby dzieciaków masaGdy wyrwie się ze szkoły.
Jednemu w tej pogoniPąsem nabiegną lice,Gdy żywszy ruch odsłoniMłodziutkich płci różnice;
Inne troszeczkę z bokuPrzystanie gdzieś nieśmieleI stoi z mgiełką w okuJak zadumane ciele;
Te dwa w pustocie nowejObjęły się przyjemnieI same w rym gotowySplatają się bezemnie;
Ja patrzę na niewinneFigielki miłych dziatekI wolę niźli inneTen mały, własny światek...
Comentarios
Cargando comentarios…