Pieśń ostateczna

Strzaskałeś kroplami głuchymi jak młotkuty w powietrzu sarkofag,gdziem leżał w kwietnym puchuczekający na nową noc,kiedy twe ręce spoczną na chlebie i koszach.

Wielekroć gwiazdy stawały nad ciemną równiną,mowa splątanych kopyt dudniła w łozach i wierzbach,gdy śpiąca rzesza nad wodą wołała: głód!Szalały krowy zdziczałe o ciemność druzgocąc szyje,wychodził z lasu pasiasty tygrys do ognisk i sprężałmięśnie do skoku. Chłódbudził leżących — ręcewznosili potrzykroć i oczy,wołali: przybądź! i trawą sypali żałobnie włosyi budowali z kamienia ołtarze polne naprędce.

Nie było kresu tym czasom. Tyś spałgłowę rzuciwszy na wiosło, gdy zaczął buntować się płomień,woda i blade powietrze. Latały ciała żyjących,kości ich cienkie i żółte, raczej podobne słomie.Zatapiał dziąsła zsiniałe w pierś córki śmiejący się ojcieci kapłan kryjomo z kielicha krew twą od ust suchych lał.

Już woda spijała ziemię, już wodę pochłaniał ogieńi ogień ginął w powietrzu — ja ciągle leżałem jak martwy,czując na zimnych policzkach dotyk żywiołów trzech.Wąż poparzony się przywlókł, ciałem bezsilnym mi nogiokręcił...Ufałem — oto zbudujesz mi arkęi weźmiesz na nią zwierzęta, tylko zostawisz mój grzech.

Potem mi ziarno przez ptakaprześlesz — i włożę w doniczkę —Siedem ogromnych nocy i siedem ogromnych dnibędzie kiełkować, aż wreszcie z nowego wyczytam zodiaku,że wolna ziemia mnie czeka, spokojne żywioły wszystkie.

Nie było tak. Już sam jedenleżałem i czułem me oczytopiące się głębiej i głębiej w twarzy zlepionej z wosku;dogasał ogień na studniach, woda walczyła z lewej,a z prawej kapał bezdźwięcznie w łuk przechylony nieboskłon.

Próżnia zdławiła już dawno węża u moich nóg.Twardniały w kamień korzenie mchów, tataraków i lilji,w ustach mych pęd posępny warczał,łagodnie spadała ziemia, księżyc się w tyle przechyliłi słońca leciała tarcza czarna na pół.

Jeszcze wierzyłem: wyślesz łuktęczy, gdy zbudzić się zdołasz —lecz tyś spał — a u wiosła niespokojny tłumtwoich aniołów.Więc nadzieję żegnając z warg zwaliłem szeptem,który ogromnym wołaniem się rozległ i deptałgwiazdy błędnie wiszące nad kolumnadą kosmicznych bram:

Nie złamałeś mej mocy —jestem sam!

Comentarios

Cargando comentarios…