Przyjacielowi w drodze
Patrzysz nisko i spojrzenie srebrneoczu twoich jest radosnym światłemw drodze naszej odmierzanej sercemjak księżycem. Puszyste od wiatrupłyną drzewa przed nami pod powietrza nurt,wieczór jak dno studni mały jest i lśniącyi głów naszych w gałęziach kołyszą się kolcei pył roślinny wstaje u znużonych nóg.
Nie jeden dzień, nie jedno słowomamy za sobą w drodze naszeji kędzierzawy w górze obłokjak piana morska zna już krok,co mijać chce i być żelaznym,a ciągle jak łodyga miękkagnie się, gdy wiatru rączy prąd
uderza nagle. Żył zatokina skroniach słona krew poruszai nie ma miejsca już na laurchoć piorun spada, bronie grająi śpiew podnoszą młode usta.I piórem ptasim ogień lśni sięponad wzorzystym snem człowieka.
I nas splecionych jak uściskiemspojrzeniem mocnym — niesie wiernieprzez trudny dzień, oporne słowo,gdzie sen otacza jak ramieniemi bezimienna ziemia lekkawydaje kwiat spryskany sercem.
Comentarios
Cargando comentarios…