Schodząc
Mówię: powietrza mszałniech się odemknie jak różalub rękę trwożna —Nitka świecąca w marmurzezakwita cierniem i żalpali się skąpo w niebiosach.
Wejdę. Gwiaździsty lichtarzdnieje proroczo w głębi,gwoździ czerwonych kilkai kość złamana nad nimi,dno tu jest, albo światłaskupiona, cierpka glina,co kwiatem głaz przygniatai noc piołunem przeklina.
Mówię: królestwo mojez barw licznych i dłoni dwu.Skowronek błyska jak płomieńzwisa jak śpiewny sznur;ale jest czas miłościi ciemność gra jak hejnał,by ciałem oraz głosemwyrastać z zapomnienia.
Powiedzą: smutny kraji trumna głowie twarda,bo jakaż miłość jestco ziarno daje puste —Lecz grom powszedni grajak fletnia mi przy wargachi ognia czarny cierńjest jak bolesny uśmiech.
Comentarios
Cargando comentarios…