Grecja niepodległa — Rozdział III
Herold — przynoszę wam wieść, z upragnionej wieść Salaminy;Jeno nie mowa z mych ust — dźwięczna poleje się pieśń.
Na Salaminę, rodacy! O wyspę bój upragnionyStoczyć nam trzeba i z bark zrzucić gniotący nad wstyd!
Widzę ja, bracia — i ból piekący przenika mą duszę —Widzę, jak ginie nasz gród, praszczur iońskich wszech miast.
Miasto zaś nasze przenigdy z Zeusowych nie zginie wyroków,Bóstw nieśmiertelnych sąd nigdy nie strąci go w noc:Pallas Atena go strzeże, wielkiego córa rodzica;Święta, obrończa jej dłoń wiernie ochrania nasz gród.Grodu mieszkańce to sami ojczyznę dwoją przesławnąGubią: ponosi ich szał, chciwość zaćmiewa ich wzrok...
Władzę oddałem ludowi, o ile mu władza przystoi:Nie uszczupliłem mu praw, pychy nie chciałem też wzmóc.Którzy zad rodu zaszczytem i bogactw potęgą świecili,Umiar zmusiłem tych znać i oduczyłem od krzywd.Między nimi stanąłem, jak tarcz obie strony chroniąca,By ani tamci, ni ci, imać nie mogli się zła.
Co macie począć z trójnogiem, o władze możnego Miletu?Oddać go temu należy, kto wszystkich mądrością przewyższa.
Krezus, Halis przeszedłszy, ogromne królestwo zniweczy.
Jest za obrębem dwiata przybyłek wieczystej światłości:Słodko życie tam płynie, jak nigdzie indziej, dla ziemian.Tam nie utrudza ich znój, ni ulewa, ni oddech zawiei:Nie, oceanu łam fale świeżością dyszą ustawną,Stale tam szeptem swym tkliwym kołysze Zefir człowieka.Hyperboreje tam żyją, — to Apollinowe są długi;Wszędy gwar korowodów i brzmienia lir słodkogłowych;Oni sami zaś głowę przybrawszy w laur złotolisty,Zgodnie ucztują pod cieniem łaskawym zielonych zagajów.Starość ich nie dotyka, choroba ich grzbietu nie zgina;Czarą rozkoszy — ich życie, nie straszny im gniew Nemezydy.
Tam i na ciebie tron czeka, o męczenniku w koronie:Obok ciebie na uczcie zasiądzie twoja królowaI w korowodach wesołych zatańczą twoje królewny.
Ale na ziemi płacisz za zbrodnię pradziada Gigesa:Krew zabitego Kandaula już dawno wołała ku niebu,Chmarą gromową krew ta wisiała nad rodem zabójcy.Trzykroć głowę potomka już miały porazić pioruny,Trzykroć swą ręką-m uchylił tę nadciągającą zagładę.Dłużej cię chronić nie mogłem; lecz ofar obfitych tablicaChowa ślad pobożności: pamiętliw jest bóg oprawiedliwy.
Kto pojmie dziki wiatrów szalonych bój?To stąd, to zowąd groźny się toczy wał;Zaś nas porywa pęd i niesieŚrodkiem przez łoń na okręcie czarnym.
Czas nadejdzie: i grób zgasi twój wzrok, zatrze się pamięć twa,Nie ostanie z niej nic. Próżen twój byt! Róży PieriiZbyt leniwaś, by rwać, z chórem swych druchn; więc też pochłonie cięMrok Hadesu, jak cień, blady i mdły, wtrącon śród cieniów tłum.
Gwiazdo wieczorna, ty zbierasz, co blask poranny rozproszył:Kozy, jagnięta zgromadzisz, lecz córkę oderwiedz od matki!
Słodkie jabłuszko dojrzałe rumieni się ben, na wysokiej,Na najwyższej gałązce i wyżej nad wszystko: czy kto z wasDojrzał je tam? Lub może je dojrzał, ale nie dostał?
Wznoście dach jak najwyżejO, Hymeneju!Wyżej, budowniczowie —O, Hymeneju!Idzie pan młody, jak bóg-wojewodaWzrostem wyższy od męża rosłego.
Oddźwierny nogi ma na siedem łokci,Buty ma z siedmiu szyte byczych skór,Szyło je szewców dziesięciu!
Odprawiliśmy wesele,Jako chciałeś, panie młody,I dziewczynę, o! szczęśliwy,Pozyskałeś, jakiej-ś pragnął. —
Lżejsza snadź od rozłąki śmierć —W żalu wielkim, we łzach porzucała mię
Gorzkich, słowy się skarżąc tak:„Jakże ciężki nam wypadł los,Klnę się, Safo, boleśnie mi rzucać cię”.
Na tom zasię odrzekła jej:„Pomnij o mnie, a w szczęściu idź:„Dobrzeć z nami bywało, to sama wiesz...
„Jeśli nie wiesz, pamięci twej„Pomóc chcę: przepomniałaś snadź,„Jak rozkoszny, jak piękny nasz bywał los,
„Ile razy wieńczyły cię„Fiołków wieńce i sploty róż,„Gdyś ten z nami, radosna, dzieliła dom,
„Ile kwiecia z wiosennych łąk„Girlandami dokoła twej„Szyi wiło się, sącząc przesłodką woń,
„Zaś wonności królewskich czar„Jakże często ci zraszał skroń,„Jakże hojnie ci bujny namaszczał włos.
„Lubeć były dziewczęcych uczt„Miękko słane wezgłowia... Lecz„Miło, z czary nalanej słodycze pić...
Mam-ci ja dzieweczkę, mam...Śliczna-ż ona, złocistemuKwieciu posłać ma podobną,Kleis ulubiona!
Za nic, za nic jej nie oddam,Choćby i za Lidję całą,Choćby i za Lesbos miły...
Coś rzec ci chciałbym, jeno mi broni wstyd...
A gdybyś żądze zacne i piękne miałi nic twój język złego nie myślał rzec,twe oczy wstyduby nie znały —śmiałobyś mówił, jak słuszność każe.
Przyiacielu! ja łożaDzielić z tobą nie ośmielę się,Jam zbyt stara; lecz gdy u mnie tySzukasz rady: młodziutką bierz!
Dziś unika ciebie? Pogoni jutro.Darów nie chce? Oto je dawać będzie.Dziś nie kocha ciebie? Pokocha jutro,choćbyś nie chciała.
Comentarios
Cargando comentarios…