Pogrzeb (Lenartowicz)

Jaka smętna a śmiejąca,Założone na pierś ręce,Jaka cicha jakby śpiącaPanna moja w téj trumience.

Czy źle tobie było z nami?Czy nie dosyć miałaś kwiatków,Białych lilii i bławatków,I powojów nad wodami?Śmierć zabrała ciebie sroga,Zwiędłaś jak kwiat nad twą główką.Moja złota! moja droga!Przemów słówko! aby słówko!

Och nie kładźcie jeszcze wieka,Matka chce ją widzieć, matka!I brat mały do ostatkaJeszcze znaku życia czeka.

Próżno! próżno wzywa ciebie,Nikt cię ze snu nie ocuci,Kogo weźmie grób do siebieTego więcéj nie powróci. —

Ach już słychać pieśń pogrzebu,Smętna nuta w niebo wzlata,Anioł co ją wiódł do świataZnowu wiedzie ją ku niebu.

Gasną gwiazdy, więdną róże,Jasny strumień schnie na piasku,Dzień się kryje w nocy chmurze,A noc w dniowym ginie blasku.

Żegnaj! żegnaj kwiecie młody!Jako obłok na błękicie,Jak na piasku strumień wody,Wyschło, znikło twoje życie.

Cicho płyną łzy gorące,Dym pochodni się rozwiewa,Na zachodzie skrawe słońcePrzez świerkowe świeci drzewa.Wciąż ta sama pieśń pogrzebu,Smętną nutą w niebo wzlata,Anioł co ją wiódł do świataZnowu wiedzie ją ku niebu.

Na płacz matki, brata jęki,Na przyjaciół prośby mnogie,Oderwano wierzch trumienkiI odkryto zwłoki drogie.Raz ostatni promień słońcaNa zsiniałe świeci lica;

Zdjęta wiecznym snem dziewica,Wpół-płacząca, wpół-śmiejąca.I spuścili w ziemię lekko,Wiatr podwionął brzeg jéj szaty,Na jéj trumny czarne wiekoSpadła ziemia, łzy i kwiaty.

Cisza jakby nic nie było:Z za drzew księżyc patrzy blady,Tylko jeszcze nad mogiłąSzepcą głuchy pacierz dziady.

Comentarios

Cargando comentarios…