IV
Opowiedzmy co się stało. W chwili gdy dragoni przypuścili szarżę, Enjolras i jego przyjaciele byli na bulwarze Bourdon obok spichrzy zapasowych. Enjolras, Courfeyrac i Combeferre należeli do tych co pobiegli ulicą Bassompierre. Na ulicy Lesdiguiêres spotkali idącego starca. Zwróciło ich uwagę, że starzec taczał się jak pijany. Prócz tego trzymał kapelusz w ręku, chociaż całe rano deszcz padał, a w tej chwili lał jak z cebra. Courfeyrac poznał ojca Mabeuf. Przypomniał sobie, że starzec ten często aż do drzwi odprowadzał Marjusza. Znając spokojny, prawie bojaźliwy charakter podskarbiego bukinisty, ze zdumieniem zobaczył go w tym tłumie o kilka kroków od szarży konnicy, prawie w ogniu krzyżowym, z odkrytą głową przechadzającego się wśród świstu kul; zbliżył się więc do niego i zagadnął: — Panie Mabeuf, wracaj do domu. — Czemu? — Tu będzie wrzawa. — Dobre. — Rąbania pałaszami, strzelanina, panie Mabeuf. — Dobre. — Kartaczowanie z harmat. — Dobre. A dokąd wy idziecie? — My idziemy obalić Ludwika Filipa i jego ministerjum. — Dobre. I spiesznie szedł za niemi. Od tej chwili nie wyrzekł ani słowa. Chód jego stał się pewnym i silnym. Robotnicy chcieli go prowadzić pod rękę, odmówił skinieniem głowy. Posunął się do pierwszego szeregu z rucham i idącego, a twarzą śpiącego człowieka. Mały Gavroche, niby trębacz, szedł przed pierwszym szeregiem, śpiewając na całe gardło:
Cóż, czy pójdziemy dziś do lasku? Karol Karolki pytał w przód. Hu! hu! hus! Pod cień brzóz. Mam tylko Boga, króla grosz i but. Na jeden krzaczek tymiankowy, Napić się rosy porankowej Dwa wróble razem siadły w chłód. Hi! hi! bip! W cieniu lip. Mam tylko Boga, króla, grosz i but. Tam znów maleńkie dwa wilczęta Pijane były jak bydlęta, Tygrysy drwiły z nich w śród grót. Ha! ha! ham! W cieniu palm. Mam tylko Boga, król, grosz i but. To przysięgamy, to znów klniemy,
Hu! hu! hus! Pod cień brzóz.
I zawrócili na ulicę Saint-Merry.
Comentarios
Cargando comentarios…