Dészcz letni (Hugo, 1849)
Traducido del francés por Bruno Kiciński
Polna róża i głóg dzikiI goździkiRozwinęły listki swoje,I w téj pięknéj porze roku,Wdzięcznie oku,Przybrały się w świéże stroje,
Do kochanki swéj, najmiléjSłowik kwiliW umajonym skryty drzewie;I odmienne coraz tonyWyuczonyWywodzi nam w cudnym śpiéwie.
Rano z nieba cebrem lało,Ale w wieczór wyjść tak mile,Stawiaj śmiało nóżkę małą,Nie zamoczysz się na chwilę;Zmokłe piórka otrząsł ptaszek,I do zwykłych swych igraszekW gęstwę liści wesół leci,Nucąc na cześć swéj swobody,A tylko mu kropla wody,Jakby perła w gniazdku świéci.
Słońce znowu świat ozłaca,I na niebo błękit wraca;
Lśnią się skiby użyźnione,Jakby srébrem powleczone,Wzdęty tylko na godzinę,Pędzi strumyk przez dolinę,I rozszérza rowek stary;A z kamyka, hucząc skorzéj,Uniesionéj mrówce, tworzyKataraktę Nijagary.
Pochwycone w wir powodzi,Płyną robaczki bez żagla;Bojaźń śmierci je przynaglaSkoczyć w listek zamiast łodzi;Gdy nie jeden na kępinieZ słomki, trwożniéj jeszcze płynie.Jak szczęśliwe w swéj niedoli,Jeśli jaki im patyczek,Zakręciwszy się w strumyczek,Z flottą na brzég wyjść dozwoli.
Kraj zajaśniał w całym wdzięku,Będziem z sobą teraz sami,Oprzyj ramię na mym ręku,Przejdziem pod témi lipami.Słońce już się w staw zanurza;Zaczém zstąpiémy ze wzgórza,Na chwilę spojrzyj za siebie, —Jak na zamglonym obłoku,Jaśnieje naszemu oku,Gród złoty, na ciemném niebie.
Patrz na niebo! Tęcza! tęcza!Zajaśniała jednym tryskiem;Bóg groził gromem i błyskiem,I znów nam tęczą zawdzięcza.Dzieckiem ja będąc, z zapałemNieraz aniołów błagałem,Bym mógł dociéc, w jakie światyWiedzie ten łuk niezmierzony,Żywémi farby bogaty,Pod most niebios podciągniony.
Comentarios
Cargando comentarios…