Dumanie VI
Traducido del francés por Bruno Kiciński
Lo giorno se n’andava, e l’aer brunoToglieva gli animai che sono’n’terraDalle fatiche loro.DANTE.Dzień odchodził, a noc miła,Ludzkie trudy łagodziła.
Ach! puśćcie mnie, to chwila, w któréj w mgliste koło,Zdymiony poziom chowa swe nierówne czoło,A płonący gwiazd olbrzym odstępuje nas;Las wielki, żółkniejący, pagórki pozłaca,Rzekłby kto, iż gdy teraz jesień dnia ukraca,Dészcz z słońcem na przemiany zardzewiły las.
Któż ten krąg znowu wzbudzi, kto mu powstać każe?Tak gdy siedząc sam dumam, a cień korytarzeCoraz gęściéj zalega, cóżto zjawia się?Jakiś gród maurytański, świetny, niepojęty,Jak gdyby snop ognisty z racy wywinięty,Swémi złotémi strzały w dali przebił mgłę.
O gienjusze! niech gród ten obudzi, odmieni,Pieśni me tak posępne jak niebo w jesieni;Niech odbije w méj duszy swój uroczy blask,I w przytłumionéj wrzawie niech długo nie gaśnie;Niech czarodziejskich zamków wieże skréśli jaśnie,I, tak karbując poziom, mglisty szérzy brzask.
Comentarios
Cargando comentarios…