Indyanka z Kanady

Traducido del francés por Bruno Kiciński

Na téj palmie, spij w hamaku,Spij snem wiecznym, jedynaku!Przez twe lata niemowlęce,Te cię ręceKołysały, wypieściły.Dziś, mój miły!Przyjmiéć palma w swe zacisze,I już nie jaUkołyszę!.....I mnie tak kołysała zwodnicza nadzieja!

Spij spokojnie, a gdy kiedyWiatr na grobieTwym zajęczy,Pomyśl wtedy,Że w téj dobie,Żal po tobieMatkę dręczy.

Nie dam się ja wyprzedzić porannéj jutrzence;Nim ona, na twe czoło; miłą spuści rosę,Już ja kwiatów ci przyniosę,I wianek na powiéwnéj zawieszę trumience;Co dzień tu będę przychodzić,I smutek mój łzami chłodzić.

Już cię nié ma! nie będziesz już igrał po błoni,Ani w wesołéj pogoni,Pędził jelonka ze skały na skałę,Ani się wspinał na dęby wspaniałe.

Nie ujrzę cię w porze kochania,Gdy wiek młodyMchem jagodyOsłania.Nie ujrzę, kiedy podobać się chcącyKochance o ciebie drżącéj,Niósłbyś łupy z polowania,

Nie rzekną mi wojownicy:»Syn twój, ojca Swego godny,Leci w boje nieodrodny,Jak grom w czasie nawałnicy;»Będę żyła w ojców ziemi,Jak cudzoziemka z obcémi.

Powiedzą: »Syn jéj jest wiatru igrzyskiem;»Nie poległ śmiercią mężnych za ojczyznę czczoną,»Tylko w zacieniu liści, na drzewie pobliskiem,»Grobowiec mu zawieszono.»

Już go nié ma! Śmierć sroga szczęście mi wyrywa,Byłam matką — i teraz czuję nieszczęśliwa,Że w sercu moiém, ukradką,Myśl tę pieszczę,Że ja jeszczeJestem matką.

Comentarios

Cargando comentarios…