Marząc i przyglądając się...
Traducido del francés por Zenon Przesmycki
Marząc i przyglądając się błękitnookiéjDziewie, co do krynicy zwracała tu kroki,Gad spostrzegł dnia jednego, że jest zakochany.Sen, spokój — wszystko pierzchło. Jak tu się z tej ranyWyleczyć? co poradzić na ból, co wciąż wzrasta?Smutny siedział raz sobie koło bramy miasta.Starzec jakiś przechodził. Rzekł więc doń: O panie,Ratuj mię, radź mi! — Starzec usłyszał wołanieI zbliżył się. A miał on długą, siwą brodę.Z wiatrem się kołysały palm wierzchołki młode,Słońce do snu się kładło za pustynne niwy.— Co ci jest? spytał starzec. — Jestem nieszczęśliwy,Rzekł Gad; kocham kobietę, to powód katuszykatuszy.— I jam znał, odparł starzec, ten ból żrący w duszy,Gdym był młody i ogniem me oczy pałały,Jak dziś twoje. Lecz teraz włos mój — patrz — już biały,Chłód mam w kościach, wzrok przygasł, drży niepewnie szyja,Wszystko mi smutne, ciemne; dzień każdy, co mija,Jest mi nocą, co spada na żywota drogę.Cierpię! cierpię, że cierpieć, jak ty, już nie mogę.
Comentarios
Cargando comentarios…