Ukarany olbrzym (1912)
Mały chłopczyna,Który dopiero zaczynaRok szósty życia,Roił niemal od powicia,Że już nad niego,Nie znajdzie w świecie większego,Olbrzyma!Chcąc więc osóbce swojej większą nadać postać,Jak owa żaba w bajce, pysznie się nadyma!Kładzie ogromny cylinder na głowę,Tak, że gdyby większy jeszcze o połowęWłożył, to czołem chyba mógłby nieba dostać!A że do garnituru potrzeba koniecznieLaski i cygar! Więc choć to niegrzecznie,A nawet bardzo nieładnie,Jeśli kto kradnie:Nasza pocieszna figurka,
Bierze kryjomo kluczyk, otwiera i z biurkaOjcowskiego, papieros wyjmuje z pudełka;Zakłada na nos dwa szkiełka,I już za progiem!A za nim po ulicy, jakby za rarogiem,Biegnie chmara dzieciaków, krzycząc z całej siły:„Patrzcie! ta figa,Ledwie że chodzi! Mój ty Boże miły!Jak on ten wielki kapelusz udźwiga?“To znowu nań wołają rówieśnicy mali:„Zdejm pan lepiej te szkiełka, bo się pan obali!“Jakoż olbrzym przypadkiem o kamień uderzył,Kapelusz mu na oczy aż po brodę wpada,A on jak długi bruk zmierzył!Biada!Oberwał guza! Niewiem co tam dalej było,Lecz pono nie na jednym guzie się skończyło!
Jeśli kto z małości zacznie,Starszych małpować niebacznie,I wady tej oduczyć jeśli się nie stara:Zawsze go zato przykra spotka kara!
Comentarios
Cargando comentarios…