Ossolin
Przez czerwony berberys, blade polne róże,Usiłujące schwycić wędrowca za ramię,Po stromej ścieżce pnę się na skaliste wzgórzeI zadumany siadam na gruzów odłamie.
Jak puszczyk, pośród ruin sprawujący stróżę,Westchnienie ciężkie topię w żab grających gamie.Brzmią muzyką ich stawy, strumienie, kałuże,Tonące w wierzb — proporców wiejskich panoramie.
Hej! nie takie orkiestry grały po tych błoniach,Nie takie tu szumiały proporce, sztandary,Nie tacy, jak dziś jeźdźcy hasali na koniach!
I — przygnębiony — głowę chwyciłem rękoma...A wtem szept dolatuje z poza baszty starej:»Rozpacz — przedwczesna zawsze... Przyszłość — niewiadoma...«
Comentarios
Cargando comentarios…