Do ks. Jerzego Czartoryskiego
Nigdym nie widział Ciebie wśród tej tłuszczy,Która w przedsionkach frymarczy kościołaGwiazdami — co nas w noc ciemną wśród puszczyWiodły, płomiennym słupem archanioła —A urągając zakrwawionym zgliszczom,Czołem uderza Baalowym bożyszczom.
Nigdym nie słyszał głosu Twego w chórzeTych, którzy ojców kłam zadając wierze,Gotowi wciskać bratni kark w obróże,I z wrogiem prawdy wiązać się w przymierze,I rękę Polski podawać do zbrodni,Jeżli chwilowo z grzechem tym dogodniej.
Na targowisku jarmarcznej frymarki,Gdzie łatwych zysków tłum bezmyślny szuka,I szych skarbami naszej płacąc arki,Cieszy się myślą, że kupca oszuka,Tam Twe nazwisko nie znane wśród tłumu,Co monopolem chełpi się rozumu.
Widziałem Ciebie zawsze przy sztandarzePrawdy; — kroczyłeś z podniesioną głową,Wzrok utopiwszy w stare te cmentarze,Zkąd — żyć chcąc — musim podnieść myśl dziejową,Myśl, która z grobu Warneńczyka bucha,Ów spadek ojców i treść Polski ducha! —
I dziś myśl oną wzniósłszy nakształt główni,Która rozżarzyć ma Znicz przygaszony;„Z wolnymi wolni, a z równymi równi!“Wołasz, — i duchem husarskim niesiony,Rzucasz w twarz onym, co Znicz dawny gaszą,Stare: „Za Waszą swobodę, i naszą!“
Więc nie samotny jesteś, o mój Książę!I wtórzy Tobie pieśń rozgłośna wieków,I duchem z Tobą naród się Twój wiąże,Bo wie, że z nikąd nie zaczerpniem leków,Jeno z krynicy, zkąd wytrysnął zdrowyTysiącoletni nasz potok dziejowy!
Comentarios
Cargando comentarios…