Psalm opamiętania
Wielcyśmy byli, choć śmieszniśmy byli,Gyśmy się duchem powstańczym popili;Szumiała w głowach ambrozja nam Boża,Więc krzycząc: „Polska od morza do morza:“Szliśmy na działa bez broni i boso;Rzekłbyś, to duchy anielskie nas niosą!
Nektar wyszumiał! skarleli Tytani!Dziś — rezolucyą jesteśmy pijani; —W kuchni niemieckiej czyhając czy snadnieKość jakaś chuda nam z stołu nie spadnie,Tańczym przed lada kuchtą najpocieszniej;— O jak my mali! o jacy my śmieszni!
Azaż myślicie męże rezolucyi,Że Niemiec dawną nam Polskę przywróci?Ze „swoją“ wschodnią rozbroi granicę,Starą nam Piastów oddając ziemicę?
Lub, że „okręgląc się wciąż militarnie“Niemna, ni Wisły nam już nie zagarnie“?Azaż myślicie, że „zrządzeniem Bożem“Wyprze się myśli zawładnięcia morzem,I że się nigdy w nim myśl nie obudziWydrzeć nam nowy szmat Litwy i Żmudzi,By sięgnąć — wsparty na nasze wybrzeża,Po mieczowego spuściznę Rycerza?...
O nie! Wy nie tak głupi! Ale skoryDuch wasz się zgodził już z temi rozbiory.On taki „trzeźwy“, — on taki wytrawny,Że już wziął rozbrat z gwiazdą Polski dawnej,Że mu nie wstrętną już myśl zdrady jawnej!— Nim jeszcze wbije wróg nóż w matki’ ciało.Serce je wasze już rozćwiertowało!
Mówicie: Nie śnić nam już o całości,O dawnej sławie i dawnej wielkości,Dość, niech rulety dziejowej nam gałkaWróci kawałek — kawałek kawałkaSpuścizny ojców! Niech nam zszyją PrusyZ kilku szmat Połski kaftan jakiś kusy,Fetusik jakiś z ciałkiem zwiędłem, chorem,Coby nie Polską był — lecz jej upiorem!
O jak Wy głupi! Azaż Wam nie widno,Że Niemce zdradą Was łudzą ohydną?
Ażaliż one wskrzesić Polskę mogą,One, co Słowian zbrojną depczą nogą?Wszak one wiedzą, że choćby najmniejsza,Polska od Rosyi nie niebezpieczniejsza,Bo niezależna, nie chcąc być germańską,Myśl by musiała podnieść wszechsłowiańską,A głosząc hasło po szerokiej ziemi:„Wolni z wolnymi i równi z równymi“,Więcej u Słowian by znalazła miru,Niżeli orły mroźnego Sybiru!
Więc, jeślić prawdą, że własnemi siły,Już nam się nie wznieść ninie z pod mogiły,Przecz-że, gdy fałszem stare „Nie zginęła“,Zrywacie z duchem lubelskiego dzieła,I gdy Czech ku nam wyciąga dłoń bratnią,Rwiecie zbawienia tę nić — tę ostatnią?
Tak jest: ostatnią! Jeśli ją zerwiecie,Burza jak zwiędłe liście nas rozmiecie;I niechaj wtedy groby, polskie jękną,I niechaj wszystkie serca polskie pękną,I niechaj wszystkie matki polskie ronią,Bo Polska Waszą już zabita dłonią!
O! wy nie myślcie, że można bezkarnieGasić ludowi duchową latarnię!
Czyście widzieli jak się niebo chmurzy?Czyście słyszeli ryk pędzącej burzy?O któż pod gmachu rwącem się sklepieniemStanie z potężnem Samsona ramieniem?O któż podtrzyma pękające mury,Jeśli duch Polski pójdzie w Niemiec ciury?
O! wy nie myślcie, że można bezkarnieGasić ludowi duchową latarnię?Czyście widzieli jak się niebo chmurzy?Czyście słyszeli ryk pędzącej burzy?Więc gdy w nas gromem luną nieba wrogie,Jakiż nam dacie wijatyk na drogę?Jakąż przewodnią gwiazdę wpośród nocy?I jakąż tarczę przeciwko przemocy?
Mówicie: „Twierdzą naszą będzie wiara!“Patrzcie: wżdy, z knutem łączy się tyara.Mówicie: „Zbawi nas oświata ludu!“O że się wiecznie spodziewacie cudu:Ażaliż ugor ziarnem nie zasianyRozrunić może kłosem deszcz wiośniany?Jakąż myśl dacie ludowi w przychowek,Z nasienia chleby upiekłszy w przednowek?Czyż tę „ideję państwa“, której w życieNie możem wcielić sami“, jak mówicie?Czyliż te „hasła“ co dzień jeden żyją,A jak psy głodne w prasie waszej wyją?
Juanctwa wasze, czy wasze zwątpienia?— Zkądżeż wy, zkądże weźmiecie nasienia?
Ledwie lat kilka waszej gospodarki,A wżdy, co stało się z narodu arki?Ledwie lat kilka, a wżdy już sromotąW salonach waszych zwać się patryotą.I Was już samych — samych Was już owoPrzeraża każde szczero-polskie słowo:Z powątpiewaniem, z uśmiechem niewiaryPytacie: „Ruble-ż mówią? czy talary?A ten-że czego chce? do czego zmierza,Jeżeli w strunę tyrtejską uderza?
Ani się dziwcie że niektórzy z braciPiszą dziś „temu, który nią zapłaci“.Dawny ideał tęczowy, świetlanyRozmienialiście na drobne liczmany,Które lud wziąć ma za dawny skarb w zamian,Codzień innemi „hasłami“ omamian.I któż dziś powie kędy prawda leży?Czy w tych dogmatach, w które nikt nie wierzy?Czyli w tych hasłach, co jeden dzień żyją,I jak psy głodne w prasie waszej wyją,A których wyciem ich panowie tyją?— Rozhartowaliście w narodzie ducha;Krzykniecie, Polska? — Nikt was nie posłucha!Więc nie zrywajcie tej struny anielskiej,Co wydzwoniła hymn unii lubelskiej,
A której jakby brzęk jakiś daleki,W lechickich dziejach brzmi przez wszystkie wiekiHarmonią słodką jak Cherubów pienie,Bo ztamtąd jeno czeka nas zbawienie.
Comentarios
Cargando comentarios…