Kazimierz Brodziński. Studyum — całość
„Do Gwiaździe morskich tajemniczej jaśni,Przyrównywałem te ludu zjawienia,Któren żył w chatach próżen wszelkich waśni,A miał z jabłoni swój napój i cieniaKrólowie jemu panowali właśni,Cudowne jakieś Lecha pokolenie,Mające w hobie całe Polskie SłowoI moc i rózgę cudów Mojżeszową.............Więc w koło wioski w wieńce kalinoweStrojne, i roki poświęcone duchomMogiły kozom i pasterzom znane.
Ciemno wszędzie, głupio wszędzie,Nic nie było, nic nie będzie.
Na jakiej ziemi, z jakim ludem żyjesz razem,Takiego twoje pienia niech będą obrazem,Niechaj inni śpiewają Arkadyjskie gaje,Krwawe brzegi Skamandru i Saturna kraje,Ty, ceniąc wszędzie piękność, własną śpiewaj ziemię,Wspólne czucie w przygodach i zwyczajach plemię.Zagrody, gdzie młodości minęły ci lata,Za które wszystkie kraje zbroczył krwią Sarmata,Na której złożysz kiedyś uśnieżoną głowę,Która grób twój umai w gałązki świerkowe.Maluj to morze kłosów, pod skałami Tatrów,Z skromnym gnące się skarbem przed wściekłością wiatrów,Wiecznie zielone bory, zbożo-pławne rzeki,Stada błądzące w polach, sady i pasieki,Ruiny, smutne świadki dawnej przodków chwały,Mogiły, co z ojczyzną synów pogrzebały.Śledź zgasłych ojców czyny, łańcuchem niezłomnymSprząż dawną miłość kraju z plemieniem potomnym.W ziomkach ucz się znać ludzi, w nich czerpaj natchnienieIch uczuciem wzbudzone, im poświęcaj pienie.
Tego dzieła są drogie i chwała nie płocha,Kto zna kraj jak Krasicki, jak Niemcewicz kocha.
Na łono nocy, głowę pochylił dzień smutny...
Na łono nocy dzień smutnyObumarłą zwiesił głowę.
Z piekłem niebo łańcuch wijeZ cieniem razem spaja kwiatPrzez złe tylko dobre żyjeNa tej wadze stoi świat.
Kto raz w ziemskie wstąpił progiMusi mierzyć ziemską szal,Syn nadziei albo trwogiDzielić tęskność albo żal.............
Hrabicz Książe Wojewoda,Choć ma złota ze sto sztab,Gdy się okoliczność poda,Za tysiączek cap, cap, cap.
Zmieniła się postać świata,Zmienił się porządku szyk,Szczęście tak prędko ulata,Jak ten dymek pyk, pyk, pyk,
O pokoju duszo nieba,Spojrzyj na śmiertelne plemieNiechaj zasępioną ziemięWypogodzi promień twójNiechaj łzami zlane twarzeOtrą matki, otrą żony,Niech przez ciebie pogrążonyW gruzach swoich legnie bój.
Precz mi z Febem Fabus żakPrecz z harmonią czczy to dymWiwat nowych wieszczów smak,Wiwat podkasany rym.
............Walczcie więc i noc i dzieńWalczcie wreszcie dzień i nocMiły dźwięk wytępcie w pieńŚwistem, pukiem waszych proc.
A gdy już zyskacie placNiech wam muz łaskawych dłońW danku wiekopomnych pracPokrzywami wieńczy skroń.
Czcij twój język Lechów rodzieTy z posad ziemi strącony,Jeden wziąłeś na twe łodziPo matce skarb ocalony............Znaj w języku obraz własny,Obfity jak twoje ziemie,Jak twe serce, szczery jasny,I czysty jak twoje plemieWolny, pełen prawdy, siły,Gdy młodzież męztwem rozgrzewa,W śpiewie tkliwy i tak miły,Jak polka kiedy nim śpiewa.
W obcym języku córka uczucia rozjawiaW obcym dowcip rozwija i do cnót się wprawiaNiańkom tylko ojczysty język zostawiony.Sobie matka nieufna szle w dalekie stronyBy cudzoziemka obca w cnotach i zwyczajuPrawe obywatelki kształciła dla kraju.
Już wy mnie nie znęcicie Hesperyjskie gaje!Bez żalu wasz hołdownik z wami się rozstaje,Tak się od was oddalam jak za Rzymskich czasówScyta dań wam złożywszy, spieszył do swych lasów.
Nic z niemi moje serce wspólnego nie dzieliCzulej w naszej północy kochają swą ziemięChoć tam skąpiej natura posaży swe plemię,Mniej darów, ale duszę więcej mają tkliwą,Rzewniej się jakoś kocha Matkę mniej szczęśliwą.Więc zwiastunki północy, wy jodły i sosny,Drzewa mojej Ojczyzny, witam was radośny,A wy wiatry alpejskie, tam przez te płaszczyzny,Ponieście tęskne tchnienie do miłej Ojczyzny.................
„Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi,
Śpiewać naprzykład wiejskie chłopców zalecanki,My Sławianie, my lubim sielanki.
„Obcy wędrowcze, juźcić przyjąć trzebaNaszych owoców i naszego chleba.
„Przyjmij te krople z obcego ogroduPiękna Halino, jak tobie słodyczyNa całe życie serce moje życzy“.
Gdybym ja ojców lub męża straciła,Jużbym łzy starła, mówiła Oldyna,Bo Boska wola jest to Boska chwałaW jego jest prawie śmiertelnych rodzina.................Nad podobieństwo przygoda ugodzi,I najhojniejsze szczęście nas okłamie................
Przesądy niechaj zaginąNiech pokój oświeci tę ziemię,A całe ludzkie plemię,Jedną się stanie rodziną.
Młoda DziewczynaDziewcze! fiołku! tyś moją rozkosząJabym Cię kochał, aleś bardzo mała.Kochaj mnie, kochaj, będę dorastałaChoć perła mała, na szyi ją noszą —Choć słowik mały, lecz sławny u ludzi..............
W szczerem polu grusza stoi,Kwiatem osypana,Pod nią stoi moja miła,Bardzo zapłakana.Czego płaczesz i narzekaszDziewczę nieszczęśliweWeź chusteczkę, otrzyj sobieTwe oczęta siwe.
Nacóżbym je ocierała?Pocóż mi to radzisz?Zdradziłeś mnie, twoją lubę,I jeszcze mnie zdradzisz.
Koniec życia ludzkiego jest końcem dnia właśnie,Im kto szczerzej pracował, tem spokojniej zaśnie.
Kiedy był młodym mówili starzy„Czego nam drogę zachodziI o czemś nowem marzy“.Kiedy się starzał wołali młodzi„Czemu on z drogi nie schodziI stare rzeczy nam gwarzy“.On w starości jak za młoduPełnił co kazał Duch Święty,Żył i działał dla narodu,Jemu, sobie niepojęty.Gdy kiedyś w drzew jego cieniu,Spokojny potomek siądzie,O ich zaszczepcy imieniuWiedzieć nie będzie. —
To co kreślęWidzą wszyscy,A co myślęTylko blizcy.
Kto nie ma skiby z ziemi z pracy lub spuścizny,Ten zawsze jest wygnańcem, pasierbem ojczyzny,
Handlarzy z rolnikami kiedyś będzie zgoda,Ziemia zawsze jest wierna., a zdradliwą woda.Albo też: Co chłopek zbierze, rozproszą panowie,To pozbierają żydkowie.
Na ziemi tak przestronej daj mi szczupłą rolęW tak wielkiem świetle wieku, daj dojrzeć Twą wolę.
Gdy rolnik z pługiem wywołuje zorzęJa zielony stoliku — ja przy tobie orzę,Tyś mi jedno dziedzictodziedzictwo — staniesz mi za niwę!Gdzie dziatkom chleb obmyślon i imie poczciwe.................Cichej pracy hołduję i starej prostocie,
Kochaliśmy się niegdyś! Ty zostałeś panemJam jeden, tyś się zmienił i sercem i stanem,Zdrów więc bywaj, aż w stałym świecie się ujrzymy,Tam znowu równi wiecznie, kochać się będziemy.
Gdy kiedyś w drzew jego cieniuSpokojny potomek siędzie,O ich zaszczepcy imieniuWiedzieć nie będzie.
Czyń każdy w swojem kółku, co każe duch Boży,A całość sama się złoży.
„Biegnij ze mną koniku od nocy do ranaStaniemy u dziewczyny, tam ci dadzą sianaDadzą ci dużo owsa, w źródełku napojąPogłaszcze cię dziewczyna, która będzie moją.
„Żaden mi dziarski chłopak, nie stanie na drodzeCztery konie na jednym lejcu dzielnie wodzę.Żaden mnie wóz z Krakowa, gdy jadę nie minieW tokie dopiero pierwszej kocham się dziewczynie.
Powiedzże mi dziewczyno, czy jestem lubionyWyskoczy po podwórku, ze mną konik wrony,Podkówki sypną ognia, krakowiak pohasaI pięćdziesiąt kółeczek zabrzęknie u pasa.
Lubi zima na karpach a wiosna w dolinieKasin kiedy bez ciebie, dzień mi nędznie płyniePowiedzże mi matulu, kiedy Kasia moją?Bo się smucę i smutne moje konie stoją.
Niemasz nic piękniejszego nad słońce na niebieI na ziemi piękniejszej dziewczyny od ciebieA kiedy słońce zgaśnie noc pola zamroczyPomiędzy nami świecą, twoje ślniącelśniące oczy.
Zdaj synu ojcu i pługi i radłoJa jeszcze siły pokrzepięSam będę orał gdy tak już wypadłoChatkę zniszczoną polepię
Zniszczoną chatkę polepię.
Comentarios
Cargando comentarios…