Akt V
Traducido del inglés por Leon Ulrich
Król Henryk IV. Część II
Warwick. Gdzie śpieszysz Sędzio?W. Sędzia. Jakże króla zdrowie?Warwick. Nadzwyczaj dobrze; wszystkie skończył troski.W. Sędzia. Nie umarł, myślę.Warwick. Spłacił dług naturze;Dla nas, nie żyje.W. Sędzia. Z całej pragnę duszy,Aby odchodząc i mnie zabrał z sobą.Wierne me służby za jego żywotaPo jego śmierci trosk mi będą źródłem.Warwick. To prawda; nowy król niezbyt cię kocha.W. Sędzia. Wiem o tem dobrze, zbroję się też w męstwoNa ciosy, które czas trzyma w odwodzie,Które nie mogą objawić się szpetniej,Niż się kształtują w mojej wyobraźni.
Warwick. Zbliża się smutne Henryka potomstwo.Gdyby żyjący Henryk miał przymiotyZ trzech dostojników najmniej cnotliwego!Ilu szlachetnych zostałoby mężów,Co nikczemnikom muszą dziś ustąpić!W. Sędzia. O Boże, wszystko, wszystko się przewróci.Ks. Jan. Dzień dobry! Witaj, kuzynie Warwicku!Ks. Humph. i Clarence. Witaj kuzynie!Ks. Jan. Tak się spotykamyJak ludzie, którzy zapomnieli mówić.Warwick. Nie zapomnieli, tylko treść rozmowyZbyt smutna, aby długo ją traktować.Ks. Jan. Pokój z tym, który smutek ten nam sprawił.W. Sędzia. I z nami, byśmy nie byli smutniejsi!Ks. Hum. Prawda, straciłeś, lordzie, przyjaciela!Mógłbym też przysiądz, że na twem obliczu
Nie pożyczana maluje się boleść,Lecz z serca idzie.Ks. Jan. Choć nikt nie jest pewny,Jakie mu nowy król da powitanie,Ty najmniej możesz nadzieją się łudzić.Smutno mi, chciałbym, by inaczej było.Clarence. Musisz Falstaffa uprzejmie traktować,Płynąć pod wodę twego charakteru.W. Sędzia. Zrobiłem, książę, co mi honor kazał,Co sprawiedliwość radziła bezstronna,Nie myślę dzisiaj podlącem ustępstwemO przebaczenie i o łaskę żebrać.Gdy mi niewinność i prawda nie starczą,Do pana mego umarłego pójdę,By mu powiedzieć, kto mnie za nim wysłał.Warwick. Król się przybliża. (Wchodzi król Henryk V).W. Sędzia. Niech Bóg miłosiernyWaszą królewską mość zachować raczy!Król. Nowy ten tytuł z całym swoim blaskiemDla mych jest ramion cięższy niż myślicie.Z waszym się smutkiem, bracia, trwoga mięsza;Dwór to angielski przecie nie turecki,Po Amuracie nie nowy Amurat,Lecz po Henryku Henryk następuje.Bądźcie jednakże smutni, dobrzy bracia;Ten smutek waszym przystoi obliczom;Tak w nim królewska przebija się godność,Że go jak modę wprowadzę na długo,Bo go sam w mojem sercu będę nosił.Bądźcie więc smutni, ale, bracia moi,Niech to nam wszystkim będzie wspólny ciężar,Bo Boga biorę na świadka, że dla wasJak byłem bratem, tak i ojcem będę;Zapłacę waszą miłość troskliwością.Płaczcie Henryka, i ja będę płakał,Lecz Henryk żyje, który wam przemieniŁzę waszą każdą na szczęścia godzinę.Książęta. Mniej się spodziewać nie mogliśmy, królu.
Król. Wszyscy tak dziwnie na mnie spoglądacie;
A ty najbardziej; jesteś przekonany,Że cię nie lubię.W. Sędzia. Jestem przekonany,Że sprawiedliwą król mierząc mnie miarą,Nie znajdzie żadnych nienawiści przyczyn.Król. Żadnych? Czy może książę z mą przyszłościąZapomnieć krzywdy, którąś mu wyrządził?Następca tronu Anglii domniemanySłowami lżony, w więzieniu zamknięty!Czy rzecz to mała? możnaż taką krzywdęLetejską obmyć wodą i zapomnieć?W. Sędzia. Królu, zastępcą twego ojca byłem,Byłem obrazem jego majestatu.Gdym prawa jego wymierzał ludowi,Czuwał nad dobrem rzeczypospolitej,Książe, na godność moją niepamiętny,Na sprawiedliwość i na praw majestat,Na obraz króla, który mnie uświęcał,Na krześle mojem uderzyć mnie śmiałeś;Jam też bez trwogi powagi mej użył,I do więzienia posłał winowajcę,Co we mnie króla a nie mnie obraził.Jeźlim źle zrobił, królu mój, więc pozwól,Dziś, gdy koronę włożyłeś na skronie,By syn twój prawom twoim się urągał,Z twych trybunałów wygnał sprawiedliwość,Bieg prawa przerwał i miecz ten przytępił,Który pokoju publicznego broni,I bezpieczeństwa osoby twej strzeże;Lecz niedość, pozwól, by twój obraz krzywdził,I szydził z ciebie w twym przedstawicielu.Postaw się myślą w takiem położeniu;Bądź ojcem, królu, przypuść, że to syn twój,Słuchaj, jak twoją godność profanuje,Z groźnej powagi twoich praw się śmieje,I patrz, jak tobą własny syn twój gardzi,
Potem myśl, w twojej żem stanął obronie,Żem twą powagą syna milczeć zmusił,Dopiero z zimną potęp mnie rozwagą.Jako król, powiedz, czegom się dopuścił,Coby godności mojej nie przystało,Krzywdziło pana mojego majestat?Król. Masz słuszność, sędzio, wszystkoś dobrze zważył,Więc i na przyszłość miecz i wagę trzymaj.Daj Bóg, byś rosnąc w godnościach, doczekał,Aby cię syn mój w chwili zapomnienia,Jak ja obraził i jak ja usłuchał,Abym ojcowskie powtórzyć mógł słowa:Szczęście to moje, że znalazłem męża,Co na mym synu sprawiedliwość pełni,Lecz i nie mniejsze szczęście, że mam syna,Który potrafił wielkość swoją ugiąćPrzed nieugiętym majestatem prawa.Na mej osobie położyłeś areszt,Za to ja w twoje składam teraz dłonieMiecz nieskalany, któryś przywykł nosić;A jak go śmiało, jak go sprawiedliwie,Jak go bezstronnie przeciw mnie użyłeś,Tak i na przyszłość używaj go, sędzio.Masz moją rękę — ojcem dla mnie będziesz,Mój głos objawi, co szepniesz mi w ucho;Z pokorą moje uchylę zamiaryPrzed twą mądrością i twem doświadczeniem.A wy, książęta, wierzajcie mi, proszę:Szaleństwo moje ojciec wziął do grobu,W jegom mogile przeszłość mą zagrzebał;Z jego myślami smutny dzisiaj żyję,By wszystkie świata oszukać rachuby,By kłamstwo wszystkim zarzucić proroctwom,Przemazać wyrok, który mnie potępiłMylnych pozorów zwiedziony obłędem.Prąd krwi mej dotąd z dziką płynął siłąŚród pustych szaleństw; lecz dziś się odwraca,Z nieskończonością morskich fal się miesza,
I z ich spokojnym płynie majestatem.Już zwołaliśmy wysoki parlament,Wybierzem teraz członków naszej Rady,By kraj nasz stanął na równi z państwami,Najlepszym rządem błogosławionemi,By pokój, wojna, lub oboje razemRównie nam były znane i zażyłe; (Do W. Sędziego)W czem liczę głównie na pomoc twą, ojcze.Po uroczystem święcie koronacyi,Jak powiedziałem, zbierzem nasze Stany,A jeśli modłów mych niebo wysłucha,Nikt w mych dzielnicach nie rzeknie w rozpaczy:Żywot Henryka niech Bóg skrócić raczy!
Comentarios
Cargando comentarios…