Scena trzecia

Traducido del inglés por Józef Paszkowski

Król Ryszard III — Akt pierwszy

Lord Rivers. Nie trap się, pani : ani wątpić o tem,Że wkrótce Jego Królewska Mość wróciDo pierwotnego stanu zdrowia.Lord Grey. Przez to,Że je wystawiasz sobie w tak złem świetle,Przez to je właśnie pogarszasz, królowo.Bądź dobrej myśli, dla Boga, i pokrzepJego Królewską Mość wesołem słowem.Królowa Elżbieta. Gdyby on umarł, cóżby mnie spotkało!Grey. Nic, krom boleści z tak dotkliwej straty.Królowa Elżbieta. Tak wielka boleść włącza wszelką inną.Grey. Niebo cię, pani, obdarzyło synem,Co cię pocieszy w razie jego śmierci.Królowa Elżbieta. On jest tak młody, nim zaś do lat dojdzie,Opiekę nad nim ma mieć Ryszard Gloster,Człowiek niechętny i mnie i nam wszystkim,

Grey. Onże stanowczo ma być protektorem?Królowa Elżbieta. Na teraz jeszcze nie, będzie nim jednakStanowczo, jeśli król zstąpi do grobu.Wchodzą Buckingham i Stanley.Grey. Oto lordowie Buckingham i Stanley.Buckingham. Waszej Królewskiej Mości korni słudzy.Stanley. Bogdajby nasza miłościwa paniMogła odzyskać swą wesołość dawną!Królowa Elżbieta. Wątpię, kochany milordzie Stanleyu,Czyby hrabina Ryszmond była skorąPrzyłączyć amen do waszej modlitwy.Choć ona jednak jest małżonką wasząI mnie nie lubi, bądź pewien, milordzie,Że niezależnie od jej wyniosłościŻyczliwość moja ku wam jest niezmienną,Stanley. Nie dawaj Wasza Królewska Mość wiaryNiecnym potwarzom tych, co ją śmią czernić;Gdyby zaś była słusznie oskarżoną,Racz wyrozumieć jej ułomność, któraZ chorobliwego raczej widzimisię,Nie z złego serca, jak mniemam, pochodzi.Królowa Elżbieta. Lordzie Stanleyu, widziałżeś dziś króla ?Stanley. Właśnie w tej chwili z lordem BuckinghamemIdę od niego.Królowa Elżbieta. Jaka jest nadziejaJego powrotu do zdrowia?Buckingham. Najlepsza:Jego Królewska Mość raźnie rozmawiał.Królowa Elżbieta. Oby tak było! Więc z nim mówiliście ?Buckingham. Tak, miłościwa pani: król JegomośćPragnie pojednać księcia Gloster z braćmiWaszej Królewskiej Mości, tych zaś skłonićDo pojednania z lordem szambelanem;I w tym ich celu zawezwał do siebie.Królowa Elżbieta. Dałby Bóg, aby mu się to udało!

Ale nic z tego; mam jakieś przeczucie,Że szczęście nasze jest na przesileniu.Wchodzą Gloster, Hastings i Dorset.Gloster. Oni mnie krzywdzą, nie zniosę ja tego.Któż są ci, co się skarżyli przed królem,Że ja mam serce kamienne i jestemIm nieprzyjazny? Na świętego Pawła!Jego to raczej jest nieprzyjacielem,Kto mu do ucha tka takie powieści.Przeto że schlebiać nie umiem i głaskać,Słów cedzić, mizdrzyć się i durzyć ludzi,Dwornie się zginać jak Francuz lub małpa:Przeto zawziętym mianują mnie wrogiem!Nie możeż prawy człowiek żyć spokojnie?Zawszeż otwartą jego prostodusznośćNa złe tłumaczyć i przekręcać będąChytre, układne półgłówki w jedwabiach?Grey. Do kogoż Wasza Cześć mówi w tem kole?Gloster. Do ciebie, który czci nie masz i cnoty.Kiedyżem jaką krzywdę ci wyrządził?W czem ci uchybił? — lub tobie? — lub tobie?Lub komukolwiek z waszej archandryi?Żeby was wszystkich!... — Nasz pan miłościwy(Którego bogdaj uchowały niebaDłużej, niż tego wy sobie życzycie!)Ledwie odetchnąć może pod skargami,Któremi jego mieszacie spokojność.Królowa Elżbieta. Bracie Glosterze, błędnie rzeczy bierzesz.Król, mój małżonek, z własnego natchnienia,Nie pobudzony czyjąbądź namową,Zgadując pewnie twą skrytą nienawiśćDo moich dzieci i braci i do mnie,Która na zewnątrz jawiła się w czynach,Posłał do ciebie, aby dojść powoduNiechęci twojej i kres jej położyć.

Gloster. Powodu? czyż ja wiem? świat się tak popsuł!Mysikróliki sadowią się terazW siedzibie orłów. Odkąd lada MaciekPatentowanym szlachcicem się staje.Odtąd nie jeden szlachcic stał się Maćkiem.Królowa Elżbieta. Dość, dość, Glosterze; wiemy już, co myślisz:Zazdrościsz mnie i moim powodzenia,Nie daj nam. Boże, kiedykolwiek od wasByć zależnymi!Gloster. Bóg daje tymczasem,Że my jesteśmy zależnymi od was;Bo przez was został nasz brat uwięziony,Ja sam popadłem w niełaskę, a szlachtaW niesławę, skoro najwyższe urzędyPrzechodzą codzień w ręce takich figur,Które na dwa dni wprzód w ręce chuchały.Królowa Elżbieta. Na tego, który mię z błogiej miernościDo tej nieszczęsnej wysokości wyniósł!Nigdym przeciwko księciu KlarensowiNie podbudzała króla; nieraz owszemJak najżarliwiej przemawiałam za nim.Milordzie, ciężką czynisz mi obelgę,Zwracając do mnie tak nikczemny zarzut.Gloster. Możesz, miledy, zaprzeczyć i temu,Że z twojej winy lord Hastings był więzion?Rivers. Może, milordzie, bo w istocie —Gloster. Może,Lordzie Riversie? O, któż wątpi? możeI więcej zrobić, niż zaprzeczyć temu:Może waćpanu wyjednać znów jakąPiękną posadę, a potem zaprzeczyć,Że miała czynny w tem udział, i wszystkoWysokim waszym przypisać zasługom.Czegoż nie może ? Ba, ba, może ona.

Rivers. Ba! ba! cóż może? co?Gloster. Co baba może?Może pójść jeszcze za jakiego króla,Gładkiego chłopca; i cóż w tem zdrożnego!Królowa Elżbieta. Milordzie Gloster, za długo już znoszęTwoje brutalstwa i gorzkie szyderstwa.Na Boga! pójdę natychmiast wyjawićJego Królewskiej Mości te zniewagi,Które tak często w milczeniu cierpiałam.Lepiej być wiejską dziewką, niż królowąWielkiego państwa, mogącą być celemTakich napaści, wzgardy i urągań.Skąpo mam uciech na angielskim tronie.Królowa Małgorzata ukazuje się w głębi.Królowa Małgorzata. Obyś ich miała jeszcze skąpiej! modłyO to zasyłam, bo mnie przynależyTwe stanowisko, dostojność i stopień.Gloster do Elżbiety. Grozisz mi pani, że pójdziesz do króla,Powtórzyć moje wyrazy; idź, powtórz,Nie taj niczego. To, co powiedziałem,I wobec króla utrzymywać będę,Chociażbym się miał narazić na Tower.Czas mówić teraz, o usługach moichZapamiętano całkiem.Królowa Małgorzata. Precz, szatanie!Dobrze ja o nich pamiętam. Tyś zabiłMojego męźa w Towrze, a biednegoMojego syna Edwarda w Tiuksbury.Gloster jak wprzódy. Nim pani przyszłaś do tronu i mąż jej,Ja byłem jucznym koniem jego sprawy,Wypleńcą jego butnych przeciwnikówI hojnym jego przyjaciół płatnikiem.Aby krew jego ukrólewszczyć, chętniePrzelałem moją.Królowa Małgorzata. Tak, i inną jeszcze,Stokroć cenniejszą niż jego i twoja.

Gloster jak wprzódy. Pani podówczas i jej mąż Grey, domuLankastrowego trzymaliście stronę;I waćpan także, mości Rivers. CzyliżMąż pani nie padł w bitwie pod Saint-Albans,Dla Małgorzaty? Muszę wam odświeżaćPamięć tych dziejów, gdy zapominacie,Czemeście byli wprzód, a czem jesteście;Jak niemniej, czem ja byłem, a czem jestem.Królowa Małgorzata. Byłeś morderczym niecnotą i jesteś.Gloster. Nieszczęsny Klarens odstąpił Warwika,Ojca swojego i przysięgę złamał —Przebacz mu, Chryste!Królowa Małgorzata. Skarz go, Boże!Gloster. AbyObok Edwarda o koronę walczyć,I za to wzięto pod klucz nieboraka.Obym miał serce tak twarde jak Edward,Lub on tak czułe jak ja i litosne!Za miękki jestem, za dziecinnie głupiDla tego świata.Królowa Małgorzata. Znijdź więc zeń do piekła,Kakodemonie! tam twoje królestwo.Rivers. Milordzie Gloster, w owych dniach burzliwych,Które przytaczasz, celem wykazaniaNieżyczliwości naszej, służyliśmyNaszemu panu, prawemu królowi;Tak samobyśmy ponieśli usługiI tobie, gdybyś nim był.Gloster. Gdybym był nim?Wolałbym być kramarzem wędrującym:Samą myśl o tem serce me odpycha.Królowa Elżbieta. Równego braku radości, milordzie,Jak ten, którego, myślisz, żebyś doznał,Gdybyś był królem w tym kraju, równegoBraku radości, pomyśl, ja doznaję,Odkąd w nim jestem królową.

Królowa Małgorzata. ZaprawdęMałą ma radość królowa w tym kraju:Jam tu królową i jam z niej wyzuta,Nie mogę dłużej znieść tego cierpliwie.Postępuje naprzód.O wy, rabusie! co się drzecie z sobąO podział tego, coście mi wydarli,Kogoż z was dreszczem nie przejmie mój widok?Uchylcie, jako poddani, kolanaPrzed tą, co prawo ma wam rozkazywać,Lub drżyjcie, jako butownicy, przed tą,Którąście tego prawa pozbawili.Do Glostera, który chce wyjść.Stój, wdzięczny łotrze; nie kwap się do wyjścia.Gloster. Czego odemnie chcesz, wywiędła wiedźmo.Królowa Małgorzata. Stawić ci obraz tego, coś zniweczył:To tylko zrobić chcę, nim cię stąd puszczę.Gloster. Czyż cię pod karą śmierci nie wygnano?Królowa Małgorzata. Wygnano, ale wygnanie dotkliwszemByłoby dla mnie niżeli śmierć, któraGrozi mi za to, że tu pozostałam.Męża i syna ty mi jesteś winien,Ty tron — wy wszyscy poddańczą uległość.Cierpienie moje wam słusznie przypada,A wszelka wasza błogość mnie wyłącznie.Gloster. Przekleństwo, które mój czcigodny ojciecRzucił na ciebie, kiedyś mu papieremKoronowała bohaterskie czołoI szydząc, rzeki z ócz mu dobywała,A potem, gwoli osuszenia tychże,Kładła mu do rąk chustkę umaczanąWe krwi niewinnej zacnego Rutlanda —Owo przekleństwo jego przepełnionejGoryczą duszy spadło na twą głowę;Bóg to, a nie my, pomścił czyn twój krwawy.Królowa Elżbieta. Tak to Bóg sprawę niewinnych popiera.

Hastings. Zabójstwo tego dziecka było dziełemNajokrutniejszem, najnielitościwszem,O jakiem w dziejach ludzkości słyszano.Rivers. Tyrani nawet płakali, gdy o temOpowiadano.Dorset. Nie było człowieka,Któryby nie był zemsty przepowiadał.Buckingham. Obecny temu Nortumberland roniłŁzy rzewne.Królowa Małgorzata. Jakto? gryźliście się z sobą,Gdym tu wchodziła, gotowi się pożreć,A teraz wszyscy zwracacie się na mnie?Czyż straszne Yorka przekleństwo tak wieleWażyło w niebie, żeby zgon Henryka,Śmierć najmilszego mojego Edwarda,Strata ich berła, moje stąd wygnanie,Tyle niedoli miało czynić zadośćZa owo marne niedorosłe chłopię?Czyliż przekleństwa mogą się przez chmuryPrzedrzeć do nieba? Jeśli tak jest, dajcieżPrzejście i moim, o, wy ciężkie chmury!Niech przesyt, jeśli nie wojna, zabijeWaszego króla, tak jak go na królaWyniosło było zabicie naszego!Niech Edward, syn twój, teraz książę Walji,W miejsce Edwarda, mego syna, niegdyśKsiążęcia Walji, umrze w kwiecie wieku,Równie przedwczesną i gwałtowną śmiercią!Ty, dziś królowa, w moje miejsce, któraByłam królową, przeżyj swoją świetność,Jak ja przeżyłam moją! w długie lataŻyj, opłakując stratę swoich dzieci,I patrz na inną, jak ja dziś na ciebie,Przybraną w twoje prawa, jak ty w moje!Niechaj na długi czas przed twojąZgasną dni twego szczęścia, i po ciągu

Mnogich pasm cierpień umrzej, ni to żoną,Ni to królową Anglji, ni to matką!Riversie, i ty, Dorsecie, i waćpanMilordzie Hastings, wyście przy tem byli,Gdy mój syn konał pod nożem; daj Boże,Aby z was żaden zwykłych lat nic dożył,Lecz każdy nagłą śmiercią zszedł ze świata!Gloster. Dość już tych zaklęć, wyschła czarownico!Królowa Małgorzata. Ciebie pominąć? Nie, psie, weź[część twoją!Mająli nieba jaką ciężką plagę,Przewyższającą to, coć mogę życzyć,O, niech ją póty chowają w zapasie,Póki występki twoje nie dojrzeją:Wtedy dopiero niech ich oburzenieNawałem runie, na ciebie, na ciebie,Zawzięty wrogu spokojności świata!Niech cię sumienia robak wiecznie toczy!Miej, póki życia, przyjaciół za zdrajców,A szczwanych zdrajców za braci od serca!Niech ci sen nigdy zbójczych ócz nie zawrze,Chybaby jakie dręczące marzeniaMiały cię straszyć widm piekielnych rojem!Ty, zlewku szpetnych cech, ryjący wieprzu!Ty, coś w kolebce już był piętnowanyNa syna piekła i zakał natury!Ty, hańbo łona matki! ty, wyrodkuOjcowskich lędźwi! łachmanie honoru!Wieczne przekleństwo tobie —Gloster. Małgorzato!Królowa Małgorzata. Ryszardzie!Gloster. Czego?Królowa Małgorzata. Jam ciebie nie zwała.Gloster. Wybacz mi przeto, rozumiałem bowiem,Żeś mnie tak cierpko zwała tem i owem.Królowa Małgorzata. Ciebie w istocie, ale nic żądałam,

Abyś mi na to odpowiadał. Czekaj,Póki przekleństwa mego nie dokończę.Gloster. Jam to już zrobił, Małgorzata byłaOstatniem słowem.Królowa Elżbieta. Tak więc twe przekleństwoPrzeciwko tobie samej się zwróciło.Królowa Małgorzata. Biedna królowo malowana! maroPrzeszłości mojej! po co sypiesz cukierNa tę pękatą pajęczą poczwarę,Co cię zabójczą przędzą swą obwija?Niebaczna! sama nóż na siebie ostrzysz:Przyjdzie czas, w którym mię przyzywać będziesz,Ażebym razem z tobą przeklinałaTę jadowitą garbatą ropuchę.Hastings. Fałszywa prorokini, połóż koniecSzalonej swojej klątwie; nie wyczerpujNa swoją szkodę naszej cierpliwości.Królowa Małgorzata. Hańba wam ! boście wyczerpali moją.Rivers. Lepiej się naucz swego obowiązku.Królowa Małgorzata. Wy to się lepiej nauczcie swojego,Jako poddani względem mnie, królowej.O, zobowiążcie mnie lepszą nauką!Dorset. Dajcie jej pokój, ona obłąkana.Królowa Małgorzata. Niedowarzony panku, poskrom[język;Godność twa tylko co wyszła z pod stępia,Jeszcze w obiegu nie jest. O, bogdajbyMłode szlachectwo wasze mogło pojąć,Co to jest stracić je i przyjść do nędzy!Kto w górze stoi, wichrów jest igrzyskiem,A kto z niej spadnie, w niwecz się druzgoce.Gloster. Dobra przestroga, kochany markizie,Weź ją do serca.Dorset. Zarówno się onaŚciąga do ciebie, milordzie, jak do mnie.Gloster. I bardziej; alem ja wysoko zrodzon,

Ród nasz się lęże na wierzchołkach cedrów,Igra z wiatrami i urąga słońcu.Królowa Małgorzata. I sprawia słońca zaćmienie: niestety!Dowodem tego mój syn, dziś będącyW ciemnicach śmierci, którego promieniePochmurny duch twój pokrył wiecznym mrokiem.Ród się wasz lęże w gnieździe naszych piskląt.O Boże, ty to widzisz, nie ścierp tego!Co krwią zyskane, to niech krew odpłaci!Buckingham. Dość już, dość tego: przez sam wstyd, miledy,Jeżeli nie przez miłość chrześcijańską.Królowa Małgorzata. O chrześcijańskiej nic mówcie miłości,Ani o wstydzie: nie po chrześcijańskuPostąpiliście ze mną i bezwstydnieZniweczyliście wszystkie me nadzieje.Gniew jest miłością moją, życie wstydem,I tym żyć będzie wiecznie żal mój wściekły.Buckingham. Skończ już, miledy; skończ.Królowa Małgorzata. O, Buckinghamie!Gotowam twoją rękę ucałowaćNa znak przymierza i przyjaźni z tobą.Szczęść Boże tobie i domowi twemu!Twe szaty nie są krwią naszą splamione,Ni ciebie moje dotyka przekleństwo.Buckingham. Jak i nikogo z tych, co tu obecni:Przekleństwa bowiem nigdy nie przechodząZa obręb tych ust, co je na wiatr zioną.Królowa Małgorzata. I owszem, sądzę, że idą do niebaI tam drzemiącą budzą pomstę Bożą.Strzeż się brytana tego, Buckinghamie!On kąsa łasząc się, a gdy ukąsi,Zjadliwy jego ząb na śmierć rozrania.Strzeż się go, nic miej z nim żadnej styczności!Grzech, śmierć i piekło położyły na nimSwoje pieczęcie i oddały wszelkieNarzędzia swoje na jego usługi.

Gloster. Co ona mówi, lordzie Buckinghamie?Buckingham. Nie zważam na to, mój łaskawy panie.Królowa Małgorzata. Jakto ? pogardzasz mą życzliwą radą,I głaszczesz tego szatana, któregoStrzec ci się radzę? O, wspomnisz to kiedyś,Gdy on ci serce rozedrze, i powiesz:Że Małgorzata była dobrą wróżką.Niechże na każdym z was z osobna ciężyNienawiść tego piekielnego wroga,A na nim wasza, na was wszystkich — Boga!Wychodzi.Hastings. Włos mi się jeży, słysząc jej przekleństwa.Rivers. I mnie też; dziwna, że jest na wolności.Gloster. Ja jej nie winię, na królowę niebios!Za wiele ona krzywd zniosła, i żal mi,Żem się poniekąd przyczynił do tego.Królowa Elżbieta. Jam jej świadomie nie skrzywdziła[nigdy.Gloster. Ale posiadasz pani z krzywd jej korzyść.Co się mnie tyczy, za żarliwy byłemW czynieniu dobrze ludziom, którzy terazTak są oziębli, że o tem nie pomną.I Klarens także dobrą ma zapłatę!W nagrodę trudów w karmniku go tuczą.Niech Bóg przebaczy tym, co temu winni!Rivers. Piękna to cnota, godna chrześcjanina,Modlić się za tych, którzy nam źle czynią.Gloster. Zawsze tak czynię, po zdrowym namyśle.Do siebie.Bo gdybym teraz klął, kląłbym sam sobie.Wchodzi Ketsby.Ketsby. Jego Królewska Mość wzywa cię, pani,I Waszą Miłość — i was, cni lordowie.Królowa Elżbieta. Idę natychmiast. — A wy, milordowie,Idziecież ze mną.?Rivers. Służymy ci, pani.

Wychodzą wszyscy prócz Glostera.Gloster. Siejąc złe, pierwszy krzyczeć o to będę;Własne bezprawia zwalę na kark drugim.Klarensa, który w istocie z mej łaskiW ciemnicy siedzi, opłakiwać będęPrzed cymbałami takimi jak Stanley,Hastings, Buckingham, i wtykać im w ucho,Że to królowa jejmość i jej klikaPodburza króla przeciw memu bratu.Oni uwierzą i z swojej mię stronyPodżegać będą, ażebym się za toZemścił na Greyu, Riversie, Woganie.Wtedy głębokie westchnienie wydając,Powiem im wedle słów pisma świętego:Że Bóg nam każe dobrem za złe płacić;Tak ubarwiwszy nagą mą niecnotęZbutwiałem pierzem, z biblji wyskubanem,Świętym się wydam, gdym w gruncie szatanem.Wchodzą dwaj mordercy.Lecz oto moich planów wykonawcy.No i cóż, moje dziarskie, walne chłopcy?Gotowiżeście tę rzecz spełnić zaraz?Pierwszy morderca. Tak jest, łaskawy panie, i przychodzimPo list, za którymby nas tam wpuszczono.Gloster. Dobra przezorność, mam go tu przy sobie.Oddaje im pismo.Stawcie się w Krosby, jak będzie po wszystkiem,Tylko się śpieszcie, bądźcie niezmiękczeni,I nic słuchajcie go: bo on wymowny,Mógłby was wzruszyć i wzbudzić w was litość,Gdybyście ucho mu podali.Pierwszy morderca. Spuść sięNa nas, milordzie; my nie lubim rozpraw,Kto wiele gada, mało czyni: wierzaj,Że użyjemy rąk, nie gąb.

Gloster. Wam z oczuMłyńskie kamienie kapią, moje zuchy,Tam, gdzie łzy cieką z oczu niedołęgom:Lubię was za to. — Dalejże do dzieła!Śpieszcie się!Pierwszy morderca. Śpieszym, miłościwy książę.Wychodzą.

Comentarios

Cargando comentarios…