Sonety — XXXIII

Traducido del inglés por Konstanty Piotrowski

Nie jeden już widziałem, w pełnej chwale ranek,Jak słońce ogrzewało śnieżne szczyty skały,Promienie jego złotem zdroje malowały,I całowało łąki, jak czuły kochanek.

A potém pozwoliło pełną majestatuTwarz swoję; urok nieba, pierwszą twarz natury,Aby nikczemną szatą przyoblekły chmury,Choć niewidzialne, zawsze panowało światu.

Tak też i moje słońce z słodyczą, i chwałą,Rzuciłoś mi w mém ranku promień najjaśniejszy.Niestety! był to moment od gromu lotniejszy;Choć się teraz przykryłoś grubych chmur nawałą,To uczucia miłości w mém sercu nie zmniejszy.Słońce świata chowa się — moje się schowało.

Comentarios

Cargando comentarios…