Sonety — XCIX
Traducido del inglés por Konstanty Piotrowski
Smutny i rozgniewany tak łajałem kwiaty:Tyś fijołku złodziejstwa dopuścił się grzechu,Skąd masz twój zapach? z mojéj kochanki oddechu.Skąd masz twą krasę? wziąłeś jéj twarzy szkarłaty.
Ty lilija zbrodniarko, gdzieś twą białość skradła?Oto z śnieżnéj białości méj kochanki ręki.Dwie róże na swych, cierniach roztaczały wdzięki,Ta wstydem zrumieniona, ta z rozpaczy zbladła;
Ta ni krasna, ni biała, pomieszana w cienie,Słodycz twego oddechu wydawała z siebie,Lecz robak już ją toczy i wkrótce zagrzebie;Będzio to słuszna kara, za jej przewinienie.W szystkie kwiaty; co wiosny porodziło tchnienie,Krasę swoją lub zapach, pokradły u ciebie.
Comentarios
Cargando comentarios…