Sonety — XXIX
Traducido del inglés por Konstanty Piotrowski
Kiedy w okropnéj kłótni z sobą i losami,Obwiniam i przeklinam przeznaczenie moje,Głuche niebiosa, marną skargą niepokoję,I spojrzawszy na siebie zalewam się łzami;
Życząc, jak ten bogatym, być nadziei rojem,Lub bym jak ten wdziękami i młodością błyskał,Albo jak ów dziełami, sławne imię zyskał;Dręczony, bo niezdolny przestawać na swojém.
Gdy pomyślę o tobie, w tych chwilach niedoli,Jak skowronek gdy jutrznia szkarłaty rozrzuci,Opuszcza brudną ziemię, u bram niebios nuci,Tak ja wnet w rzece szczęścia, nurzam się do woli.Miłość twoja w méj duszy, taką słodycz cuci,Iżbym się nie pomieniał, na los piérwszych Króli.
Comentarios
Cargando comentarios…