Sonety — CXXXII
Traducido del inglés por Maria Sułkowska
Lubię Twe oczy, a one nadobne,Wiedząc, że wzgardą dręczy mnie Twe serce,Czarność oblekły i wdzięcznie żałobne,Z współczuciem patrzą, gdy w bólu się wiercę.I ani słońce nieba porannegoPrzystało lepiej szarym licom wschodu,Ani też gwiazda skłonu wieczornegoChwalebniej błyśnie wśród mroków zachodu,Niż lico Twoje lśni oczu żałobą.Zwól dufność czerpać w ich litosnej toni!Bo skoro litość Twoją jest ozdobą,To się i serce ku litości skłoni.A kląć się będę, że Piękność jest czarną,Nie-śniada piękność złudą jedno marną.
Comentarios
Cargando comentarios…