Sonety — LX

Traducido del inglés por Jan Kasprowicz

Jak fale morskie do skalnego brzegu,Tak do swych kresów płyną nasze chwile;Niema przystanku w tym mknącym szeregu,Jedna przed drugą w różnej dąży sile.Wszystko, co wyszło ze światłości łona,Dojrzewa, w blaskach coraz większych rośnie,Aż ich promienie ciemna noc pokona,Aż czas swe dary zniszczy bezlitośnie.Czas kosą swoją młode ścina kwiaty,Czas bruzdy ryje na piękności czole,Cuda przyrody zmienia w swe objaty,Żadne się przed nim nie ostoi pole:Mych pieśni jednak, które sławią ciebie,Dłoń jego krwawa w mrokach nie pogrzebie.

Comentarios

Cargando comentarios…