Sonety — XLVIII

Traducido del inglés por Jan Kasprowicz

Jakżeż, wychodząc, chowałem do skrytekNajmniejsze fraszki, by nie sięgły po nieI nie zużyły tego, co użytekMój li stanowi, rzezimieszka dłonie!Lecz ty, przy którym fraszką me klejnoty,Szczycie mych uciech i największy z smutków,Ty się dziś zmieniasz, o luby, o złoty,W łup pospolitych, złodziejskich wyrzutków!Gdziem ja cię zamknął dzisiaj? O, jedynieW schowku mej piersi, gdzieś nie jest, a przecieCzuję, że jesteś! Nawiedzaj tę skrzynię,Gdy chcesz, i rzucaj najswobodniej w świecie.I stąd cię skradną! By łup zdobyć taki,I wierność pójdzie złodziejskiemi szlaki.

Comentarios

Cargando comentarios…