Sonety — XXXIII
Traducido del inglés por Jan Kasprowicz
Niejednom rano widział, przewspanialeKrólewskiem okiem szczyty gór pieszczące,I jak złociło rzek pobladłe fale,Jakie składało całunki na łące.Potem — tak było — najniższy z obłokówTwarz jego boską nędznym okrył płatemI, zawstydzone, przyśpieszało krokówKu zachodowi, żegnając się z światem.Tak też i moje słońce w wczesne ranoBlask swój cudowny na mej skroni kładło,Lecz tylko jedną godzinę mi dano,By nie spędziło go chmury widziadło.Ja nie złorzeczę: gasną niebios słońca,Miałażby słońce ziemskie trwać bez końca?
Comentarios
Cargando comentarios…