Żegluga (Mickiewicz, 1899)

Szum większy, gęściej morskie snują się straszydła;Majtek wbiegł na drabinę: gotujcie się, dzieci!Wbiegł, rozciągnął się, zawisł w niewidzialnej sieci,Jak pająk czatujący na skinienie sidła.

Wiatr! wiatr! Dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła,Przewala się, nurtuje w pienistej zamieci,Wznosi kark, zdeptał fale i wskroś niebios leci,Obłoki czołem sieka, wiatr chwyta pod skrzydła.

I mój duch masztu lotem buja śród odmętu,Wzdyma się wyobraźnia, jak warkocz tych żagli,Mimowolny krzyk łączę z wesołym orszakiem;

Wyciągam ręce, padam na piersi okrętu.Zdaje się, że pierś moja do pędu go nagli:Lekko mi, rzeźwo, lubo! wiem, co to być ptakiem...

Comments

Loading comments…