Aleksander ks. Puławski

Komar niewielkie licho, lecz bardzo czupurne,Wyciągnąwszy pyszczek i skrzydła poczwórneI żądełko krwi chciwe, latał ponad śpiącymI krwi, krwi, krwi, wołał głosem bzykającym.

Drżyj, człowieku! wybiła ostatnia godzina,Jestem Marat owadów, lotna gilotyna!Aż przebudził się człowiek, czatował po głosieI za pierwszem ukłóciem, paf! zabił na nosie.Szedł z nieboszczykiem w okno, nie mógł znaleść śladówTej lotnej gilotyny, Marata owadów.Człowiek, gniotąc go w palcach: Nie budź śpiących, bracie,Atomie terroryzmu, owadów Maracie.Kiedyś tak małe licho, nie rób tyle krzyku,A kiedy chcesz ukąsić, kąsajże bez bzyku,Jeśli ci krwi potrza, gdzie chcesz nos mi wtykaj,Tylko kiedyś tak mały, kąsaj, a nie bzykaj.

Comments

Loading comments…